mur

stoisz za nieznanym murem

patrzysz zdziwiony wielce

walę rękami krzyczę wołam

bezradność mnie przytula

kolana uginają żeby klęczeć



nie słyszysz kiedy wołam

nie widzisz świata w którym jestem

świat ten okrutny i bezlitosny

miłości płytkie i ulotne

przyjaźń wiele ma twarzy



moja samotność rozdzierana

każdego dnia każdej nocy

uczucia wykradane na jedną chwilę

potem porzucone w ciemnej dzielnicy

wiara nadzieja sponiewierana

niczym stare niepotrzebne szmaty



biegnę naga obcymi ulicami

piekące łzy biczują mą twarz

strach niczym szal ciągnie

za moimi nogami



wystraszona szukam choć

niewielkiej dziury w murze

może gdzieś dojrzę twe ręce

może usłyszysz moje wołanie

może i z muru nic nie zostanie
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie