Perełki

Smutne
W objęciach mgieł opuchłych, złowieszczych, zsiniałych
Wstaje lutowy ranek zbolały i pusty.
Szeroko rozpościera – zamiast chmurek białych
Z sadzy dziergane szale, buroblade chusty.

Przez posępną szarością brzemienne tkaniny
Jeden się promyk słońca przebija nieśmiało,
Jak nagrobne światełko – za słowa i czyny,
Za modlitwy i grzechy, za wielkość i małość.

Ten samotny promyczek rudo - karminowy
Łapią szklane perełki – z rozbitych witraży,
Połamanych lusterek tęsknoty różowe,

Cztery stłuczone okna, już wolne – od marzeń.
I w srebrność tych okruchów chwycone fotony
Tworzą rozbłyski modre – oto łzy spóźnione…
1
7 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie