Nad ziemią

O życiu
Powstałaś z pragnienia o niczym
Z jakiejś mrzonki dziecięcej
O słodkich chwilach wśród drzew
Z kropli ambrozji na języku
O gorzkim wydźwięku szyderstwa
Nie byłaś nigdy potrzebna
Tak jak parasol czy wiosenny szalik
Ani od pogody ani od święta
Istniałaś na tyle na ile umiałaś
Bez błysku brokatu i światła
W cichutkim półzmierzchu czekania

A nikt nie się nie zjawił...
Rycerz na śnieżnym perszeronie odjechał
Przyjaciel ze szklanką whisky zapomniał
Inni w ogóle nie chcieli
Reszta była zajęta

Nie oddychasz bo to tak poniża
Nie podnosisz powiek bo ciężkie jak głazy
Nad opatrunkiem z przychylnego spojrzenia
Rozmyślasz

Gdzieś tam nad ziemią
4
62 odsłon 4 komentarzy

Komentarze (4)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

*Mystique* 7 lat temu
Dobry. Do przemyślenia...
zyga66 7 lat temu
Ciekawy pomysł,ale wiersz wymaga jeszcze obróbki, np

Bez błysku brokatu i światła
W cichutkim półzmierzchu czekania

wystarczyłoby:
cichutko czekam w półmroku

Ostatnia strofa bardzo dobra, pozdrawiam :)
nieanna 7 lat temu
ależ zygo...ten 'półzmierzch czekania' jest właśnie wyjątkowy!
Helen 7 lat temu
Podoba mi się ten pesymistyczny wydźwięk. (Nikt się nie zjawił..) cóż, znajome to. Pozdrawiam :)
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie