śmierci moje...
spłonęły trawą porośnięte moje sny...
zmierzwionym dywanem...
z czarnych badyli unosi się dym-
był pożar gdy umierałem...
i spokój był wielki w tym smutnym momencie...
i myśli fajerwerki jak w dzikim obłędzie...
a potem nic nie było już...
wyjechałaś jak zwykle
a ja trwam...nicości stróż
a potem umrę znowu...przywykłem
zmierzwionym dywanem...
z czarnych badyli unosi się dym-
był pożar gdy umierałem...
i spokój był wielki w tym smutnym momencie...
i myśli fajerwerki jak w dzikim obłędzie...
a potem nic nie było już...
wyjechałaś jak zwykle
a ja trwam...nicości stróż
a potem umrę znowu...przywykłem
0
0
2 odsłon