śmierci moje...

spłonęły trawą porośnięte moje sny...

zmierzwionym dywanem...

z czarnych badyli unosi się dym-

był pożar gdy umierałem...

i spokój był wielki w tym smutnym momencie...

i myśli fajerwerki jak w dzikim obłędzie...



a potem nic nie było już...

wyjechałaś jak zwykle

a ja trwam...nicości stróż

a potem umrę znowu...przywykłem
0 0
2 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie