droga...ciąg dalszy...

...i tak idąc, zagapiłem się w niebo...patrzyłem na ptaki nademną...chmury,które kłębiły sie nadymając brzuchy...jak dzieciak gapiłem się na samoloty,które tnąc sklepienie zostawiały krótkotrwałe szramy na błękicie... ...zagapiłem się...poraniłem stopy...nie patrzyłem na drogę...ostre kamienie cięły mi skórę...nie czułem bólu...dopiero gdy upadłem...spojrzałem wstecz...zostawiłem ślady bosych stóp...błoto z krwią zmieszane...ślady na wspólnej drodze...wybacz mi...potrafisz?...nie zetrę tych śladów...chcę by zostały...będą mi przypominać by idąc nie patrzeć zbyt wysoko...by nie zgubić drogi...by nie zgubić Ciebie...
0 0
2 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

1 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie