bezwdech

bóg upomina się o słodycz dusz.

białe płatki w żołądku, lilia we włosach.

uśmiech szyi w krawacie, brzozowe wieko.

pakt z życiodajnym wspomnieniem.



ojciec wie nie spełnia roli słońce, wypala

proch użyźnia glebę na której już nic,

tylko dół który pustynna luna wytańczyła

ubity kruczym pazurem, wysuszony skrzydłem.



niektórzy pozostają na krawędzi, czuwają

po ostatniej, rozmowie patrząc jej w oczy

połknęłaś klucz (nie udało mi się włamać)

oddaj go odejdź, proszę, słyszę pukanie...
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie