moja rzeczywitalność

patrzę w swoje oczy, czas mnie posuwa, orze skórę głęboko

mam trzydzieści lat, lekko przeciągnięte rzęsy,

kurze łapki w szeregu, raz, dwa, trzy, żyzna gleba.



zaciskam powieki , świadomie nie istnieję,

tylko ten piach, spod tych sosen które wokół domu,

nie wyrastają w betonowych slumsach.



nie ma dla mnie wolności, jak pies obrożę znoszę

w sobie miłość, matki, w skombinowanym na wprędce

związku, poklepujesz mnie po plecach okazując czułość.



widzę swoją twarz, zaciśnięte usta do żywego mięsa,

smakuję jak szczur – krew pomieszaną z mieć, nie być

ołowianym żołnierzem perlistego uśmiechu by przeżyć.
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie