burza
twoje milczenie donośne i przenikliwe
jak odgłos szkła tłuczonego w gniewie
wciąż w uszach dźwięczy mi tęsknotą
wilgocią spowija przymrużone rzęsy
monotonizuje myśli nieczesane wcześniej
umysł zakuwa w kajdany irracjonalności
każe snuć domysły wątpliwości mnoży
na granicy szaleństwa szukać równowagi
a przecież wczoraj pod jesionu cieniem
gdy miłości nakazem spletliśmy dłonie
czuliśmy zapach spełnienia pod skórą
dzisiaj zwalone drzewo pozrywało kable
jak odgłos szkła tłuczonego w gniewie
wciąż w uszach dźwięczy mi tęsknotą
wilgocią spowija przymrużone rzęsy
monotonizuje myśli nieczesane wcześniej
umysł zakuwa w kajdany irracjonalności
każe snuć domysły wątpliwości mnoży
na granicy szaleństwa szukać równowagi
a przecież wczoraj pod jesionu cieniem
gdy miłości nakazem spletliśmy dłonie
czuliśmy zapach spełnienia pod skórą
dzisiaj zwalone drzewo pozrywało kable
0
0
1 odsłon