Destylacja

Katastroficzne
z wrażliwością biskupa doby renesansu
przechodzę w etap mojego życia
w którym raczę się ze szklanki

piekna to wizja

pełna cholernych chwil szczęścia
ptaki weń śpiewają zbereźne piosenki
jak woźnica na koźle po dżinie

wódka na tysiąc sposobów..

nawet w najlepszej spelunie takich
mieszanek nie tworzą

gąsiory pełne łez

zazdroszczą nawet palarnie opium
na matach leżące ladacznice
ze szklanymi oczyma

nie miewam kaca

nie dopuszczam..

świt tylko czasem przeszkadza
snu jedni nie uznają
inni wzruszają ramionami tylko

sto procent nigdy nie poleci
chociaż szalenie modne
mówią że abstrakcja

dziewięćdziesiąt pięć
herezja
powieszą mnie na placu

aż mi w pięty pójdzie

rozmiar trzydzieści osiem
6
114 odsłon 8 komentarzy

Komentarze (8)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Livia 7 lat temu
Ciekawy, przepełniony promilami i jakąś obojętnością wobec wszystkiego... i te ladacznice, które widzę przed oczami jak czytam
Mario Sz 7 lat temu
Czyżby coś z klimatów ...kochać nie warto, lubić nie warto jedno co warto to upić się warto.... ? Poza tym temat ujęty głęboko :-)
zyga66 7 lat temu
dobry wiersz Hela, z dynamicznym prowadzeniem i b.dobrą puentą, co do tematu, to nie lubię, jak się go w ten sposób romantyzuje, pozdrawiam :):*
Helen 7 lat temu
Liv, dziękuję za odwiedziny :)
Helen 7 lat temu
Naturalnie wiem że nie przepadasz za takimi romansami, ech a ja już tak długo namawiam Cię na tę naszą elektryzującą herbatkę :D muszę zatem inaczej podejść do sprawy :* Zyguś:)
Helen 7 lat temu
Mario kope lat :) fantastycznie Cię widzieć:)
jaropasztii 7 lat temu
dobry wiersz na zaszczepienie się w piątek .... dalej polecę ...pozdrawiam...
Mario Sz 7 lat temu
Jedyne co mnie w dobrym trzyma zdrowiu to ta świadomość, że znowu kiedyś do Ciebie zajrzę :-)
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie