samotna muszla
skradła szum oceanu
by być oceanem
pozazdrościłam
w dłoniach schowałam wiatr
by stać się wiatrem
łzami podlałam miłość
by karmić się kochaniem
coś po coś
człowiek potrafi...
zbuntowany
został za drzwiami
anielska pycha
nie pozwala mu wejść
obraził się
teraz moknie
w deszczu obojetności
chciał układać mi życie
po swojemu
a przecież to moje kawałki
moja codzi...
gdzie byłeś?
obiecałeś być blisko
gdy smutek
się rozpanoszy
łzy płynęły samotnie
codzienność wiała chłodem
pustka
a w niej wspomnienie
o tobie
nie oddawaj mi kluczy
do serca
czekam
kogo obchodzi
stary strych
gdzie w kącie
śpią wspomnienia?
przez małe okienko
ogladałam słońce
było niebo
nie ma nieba
skradła go babka pajęczyna
była miłość...
ale kogo to obchodzi...
Bóg
wychodzi z ukrycia
spaceruje
zapomnianymi ścieżkami
sumienia
zakurzona modlitwa
litanie na skrzydłach ptaków
psalmy próśb
i codziennych żalów
wraz z płatkami
upadają na ziemie
boli...
zrzuciłam z pleców
ciężar życia
wcale nie zrobiło się lżej
zapytała samotność
...łatwiej?
nie
mokro zrobiło się
od łez
gorzka codzienność
idę sama
mój anioł złamał skrzydło
teraz o...
natchniony wiatrem
wiersz
wysyłam w nieznane
gdzieś
po coś
dla kogoś
słowa ubieram w miłość
do kieszeni wkładam
kwiat szczęścia
codziennie
obrywam płatki
kocha
lubi
szanuje
paj...
w tłumie aniołów
zawsze poznam mojego
nieśmiałość
ukryta
w słomkowym kapeluszu
pod białym płaszczem
zapach nieba
w spojrzeniu szaleństwo
cóż za gość
przyjaciel ciszy
niezwykły
kolek...
ach ten anioł
co z niego za stróż
robi co chce
wraca nad ranem
a potem długo śpi
budzi się
gdy samotność
puka do serca
nie chcę by odszedł
w jego oczach
jest niebo
wiatr
niesie białe pocałunki
hałaśliwie ptaki
skubią co się da
chowają pod skrzydła
i ślad po nich ginie
krążę
między ogrodami życia
czekam na marzenia
malowane chwilą
zbieram
białe po...
mój anioł
nie dał za wygraną
dzisiaj
uczył mnie latać
białe niebo
szaleństwo
zmieszało się ze szczęściem
na chwilę
wyrosły mi skrzydła
latam
ponad szarym życiem
dzisiaj ja byłam
stróżem
dla mojego anioła
nie był sobą
zakochał się
w życiu
nie uczesał włosów
niezdarnie
włożył skrzydła
biegał boso po trawie
i skakał do nieba
szczęśliwy
szalony...
uparta samotność
nie chce odejść
śmieje się
z mądrych głów
i zadartych nosów
rozrywających niebo
pustka
uśpionej jeszcze nocy
wznosi kolejny toast
za życie
i za skrzydła
z antykwari...
jedyna droga
utkana szeptem
anielskich skrzydeł
zarosła
pajęczyną
nie kochania
deszcz zmył
krople samotności
dobrze
że pada
może znowu
zakiełkuje nadzieja