zabrakło kwiatów przy ścieżce
porzucone myśli jak suche liście
na drogowskazie cisza
bez celu kieruje gromady snów
u wodopoju z mgieł
sycą się rosą niewidome ptaki
deszczowe niebo zastąpiło oc...
myśli nieprzypisane do miejsca
gubią słowa
polubiłem ciszę
czeka na swój początek
nazywa mijane chwile
ich kruchą obecność
w kryształkach lodu
otoczony szumem deszczu
idę ścieżką wytyczoną z...
tylko nocą
jestem w zielonych oczach kota
karmię się światłem lamp
płomieniem świecy
rozdaję swoje sny
zagubionym
znikam z nadejściem dnia
w oparach mgły
lub w twoich myślach
dalekich
ja...
nie pukaj
tam nikogo nie ma
prócz paru książek
otwartych na ostatniej stronie
odszedł nocą
z pękiem kluczy na kółku
zamknął za sobą
bolesne godziny
wiem że się spotkamy
zabrał moje sny...
ile można pisać o smutku
nie pocieszę nastawienia
rozpostarte jak dziurawy parasol
siąpi deszczem
księżyc ogląda wiadomości
wprost z satelity
z innego punktu widzenia
nawet śmierć
to tylko k...
spadły żółte liście
zbudziły ze snu
deszcze
godziny lata
czerwone i brązowe
szeleszczą
w białych wspomnieniach
brzoza na wzgórzu
samotnie wychowuje
strzępki mgieł
mieszkam w zachmurzeniu
pomarszczonej wodzie
zbudzonej opadającym liściem
mam usta z płatków róż
oczy na zmianę z deszczem
opłakują mijane chwile
kołuję nad domami
już nie wrócę
taki sam
rozliczam się z myślami
przeszłość wypomina rozterki
na błędach zbudowałem domek z kart
z królem pik na szczycie
jesień oplata szklane domy
drzewa kołyszą puste gniazda
może odwiedzi mnie samo...
nie wydzielaj mi siebie
jesteś kroplami deszczu
czerwienią
wypełniasz horyzont
słodyczą zaklej usta
bym już nie zdołał
nic powiedzieć
słowa to tylko zapomniane ścieżki
oplatające łagodne...
tak płaczą tylko dzieci
porzucone na progu
z nich los już zadrwił
zostawił brudną kartkę
wypisał imię
matki
którym śmierć zabrała potomka
wykrzywiła usta
w paroksyzmie żalu
mężczyźni też...
wolę wiatr
nie powie że kocha
najwyżej schłodzi dłonie
załzawi
słońce za nic
rozjaśni
pastelami na twarzy
ozdobi usta
deszcz spłynął
w małe kałuże myśli
przeglądają się w nich
błękitne...
pustoszeje niebo z barw
w klatce z patyków
zamykam na klucz zapach konwalii
morze wzburzonych włosów
na skale ust wiatr
przestępuje z nogi na nogę
trzaska drzwiami
zawinięty w koc widzę
bo...
mam ciepłe dłonie
zgromadzone słoneczne dni
przytulam bez słów
przyjdą później
zniewolą wzruszeniem
tylko dla nich nie widzę granic
myśli po horyzont wypełnione krwią
pulsują
i co z tego...
poza głównym nurtem
światło leniwie liczy palce
ludzie rozpychają się w czasie
rzadko unoszą usta wyżej linii wody
jak ryby łapią powietrze
przypominają dziecięce sny
cienie oszukanych pragnień...
na stoliku szminka tusz do rzęs
nie ukryją emocji
znam ich chropowaty język
jak garść rozrzuconych migdałów
mają dziwny słony smak
ukryte za siecią zmarszczek
słowa którymi skreślam dni
te bez...
kurczę się w sobie zapadam
świat pod skorupą jak żółw zwalnia
rozsupłuję myśli rozrzucone po kątach
żółte i czarne nitki w nastroju ścian
korale z deszczu zakładam
kołyszę się jak pająk
świa...
gitara w kącie wspomina balladę
nerwy jak postronki nie stroją
nasiąkam deszczem
rozmazuje na twarzy każdy smutek
usta pełne frazesów nie przekonają nikogo
żartem dociekam sensu
wieczór w gw...
chciałbym jeszcze pokochać
na brzegu ust
odnaleźć enigmę smaku
gorący piasek
na nagim ciele
słuchać szumu morza
westchnień
obudzonych o świcie
natarczywym dotykiem
rysuję palcem po twarz...
słońce to dojrzała dynia
podpiera płot amarantową dłonią
tylko patrzeć znajomy wieczór przysiądzie
wypijemy nieśpiesznie mojito
pogadam jak z każdym
o wygasłych gwiazdach lub o sercu
na wysok...