usiłowałem znaleźć to miejsce
gdzie zarys twojego ciała
znaczą bladoróżowe farby
a nagość
jak kwas przeżera pożądanie
w pojemnym życiu
zabrakło jednak miejsca
na bujany fotel
i werandę z lip...
te kamienie potrafią słuchać
rozmodlonego wiatru
czasami skorpion wyjrzy
ostrym żądłem jadu
porozrzuca święte prawo
w staccato karabinowych kul
zabarwi na czerwono
białe karteczki próśb
wet...
miłość jest większa
ode mnie
słusznej wagi
jak usypana zaspa
przykrywa zieloną winorośl
ma czerwone policzki
zimne ręce
okryta szalem
próbuje odmrozić serce
które jak u Kaja
zastygło...
usuwam zleżały śnieg
z zakoli ust
kąsa zimnem
wystudiowana reklama mikołaja
kładą się cienie świerków
pod ciosami siekier
uciekają wystraszone szpaki
ich żółte dzioby
nakłuwają białą ciszę...
w szumie informacji
odnajduję siebie
jak wlokę się po przecinku
wiążąc jeden koniec z drugim
przeciągam na swoją stronę
czas na powtórne narodziny
plecak uwiera jak krzyż
z uporem gąsienicy...
skręcam się w dobrą stronę
z tyłu nikt już nie czeka
rdzewieje porzucony kwiat lotosu
od słupa do słupa
przewieszony poranek
powiewa ukośnym deszczem
patrzę na swój pępek
od zeza nikt nie...
zbieram cię z ziemi
już nie napuszoną
jak ten dmuchawiec
co mi go zabrał wiatr
wypatruję cię w słońcu
nadal oślepiasz
w ciemnych okularach
oczekuję kolejnego zaćmienia
ujrzałem cię w wodzi...
przypominam sen
jak martwa woda
stałem się minioną porą
taflą lodu
byłem wtedy
tylko trochę bardziej realny
od pękniętej struny światła
czy podmuchu wiatru
zawracam czas
kołem sterowym
jak majtek na bocianim gnieździe
wypatruję złamanych na rafie fal
głębin pamięci
lecz to tylko szczątki lin
porwane pajęcze sieci
brudna mgła
która unosi białe ż...
cicho tu bez ciebie
skrzypi zardzewiała furtka
wiatr ją otworzył na przestrzał
światło rozprasza mrok
tlą się cienie w kominku
biję się z myślami
jak z tą ciszą
zbyt wymowną
na nutę żalu
utkany z mgieł
patrzę na wyblakłe słońce
płatki śniegu jak szklana wata
przysypały czerwony berberys
zgubię się w przyziemnej nostalgii
na drodze za mostem
którędy odszedł świt