jeszcze zielona energia
a już mglisty satelita
narzuca światła jesieni
zwalnia stary zegar
ciemnym przeczuciem
wiedziony
usiądą na drzewach
wpatrzone w okna
ptaki Hiczkoka
nie ma ich a są
efemeryczne
w różnych odcieniach
androgeniczny bóg
jak anioły przyszłości
nie mogą mieć płci
dziwna harmonia
w antynomii
znów deszcz
hermetycznie
żółto
owady i duchy
motyle
zielony kasztan
nabierze brązów
jesienią
uwolnią się kolory
wiatr mgła liście
deszcz
wytracą barwy
do zimy
kruki na śniegu
znów wiatr
zbiorę je wszystkie
w abs...
chłodny jak szkło
po wielkim deszczu
z motywem słonecznika
za oknem
lawenda pachnie
fioletem wspomnienia
kawą w filiżance z duszą
białą
archiwa pokryte patyną
wracają rozmyte
obecne półsenne...
W kremowych ścianach
co są tylko płaskie
kochaj mnie inną nagością
posłuchaj przyszłości
dotknij miejsc najczulszych
rozpuszczę włosy
spłyną po plecach
jak strumień urzeczeń
pachną kremowe róż...
Jeszcze w cieniu
nocy
maluję paznokcie
kolorem
niedojrzałej jarzębiny
podkreślam oczy
barwą jaskółek
latają nisko
znów krople
na rzęsach szklane
smutne