ludzie zamknięci
w genach i samochodach
po widnokręgi ulic
chodników pasaży
jesień miejska rozpędzona
jak japoński pociąg
krajobraz tętni
mainstreamowo
poezja bez drzew
ptaki przykurz...
złośliwe przedmioty
kurwa
giną spadają
psują się
kable się plączą
jak życie
pod nogami
skórki od banana
tajfun gradobicie
mainstream pieprzony
jakiś leci
głód w Afryce
pomyślę o tym jutro...
muzycznie
rozsypują się
liście
pod obcasami
brzoskwiniowo
jak puder
na policzkach
oczy zmieniają
kolory
białe róże
okrągłe księżyce
gipsowy anioł
zawsze
zamyślony
myśli le...
umierają ludzie
i liście
łabędzie płynąco
białe obłoki
dwie formy życia
rozmnażają się
bezwiednie
fizjologia spermy
wirus życia
ślepy
spadają liście
lecą tam
gdzie nic nie ma...
noc jest migotliwa
nie chcę
żeby ktoś
przesłonił ją
swoimi żrenicami
***
drżą liście ciemnym
podmuchem
wzdycham
dygocę razem
z nimi
***
lubię moje myśli
nocą
układają się
grafitowo
nie...
rozdmuchiwane
cyfry
przyklejały się
do palców
gęstniejąc w tysiące
ponurych grafik
***
spadające gradem
liczby osiadały
na włosach
cyfrową mozaiką
***
w zgeometryzowanych
majakach wyp...
jutro już się stało
wypełnię tę jesień
jak chciał
kosmiczny demiurg
a tam w przeszłości
śmieje się
dziewczynka
o smutnych oczach
huśta się w ogrodzie
wrócę tam jeszcze
nad słowem w bezczasie
czas pochmurny
rozbielony zaprzeczeniem
błękitny klucz
jednookiej percepcji
nieprzypadkowość przypadku
zapowiedziany
czerwony karzeł-początek?
nonsens?