życie to jest teatr
nic nie mówisz sporo gadasz
życie to nie tylko
kolorowa jesteś blada
życie to nie tylko to nie tylko taka gra
przy zamkniętych i zdziwionych brwiach
twoja łza
ty i ja t...
obudź się
przedsionek nieba
jest w fazie tworzenia
wędrowcy
odmawiają ojcze nasz
a ty wciąż śnisz
o bocianach pijany malarz
daje świadectw obrazu
którego nikt
dotąd nie widział
wystawi...
tyle dróg
do ciebie
a to takie proste
latarnia
rozbita butelka
światło
odbite od szkła
przecież
wystarczy się schylić
sięgnąć
żeby skaleczyć gwiazdą
tobą
samego siebie
jestem zupełnie normalny
chyba
tylko pokłady mam sam nie wiem
po kim
taki wrażliwy romantyczny
skórwiel
niedzielne popołudnie nie zapowiadało
przyjebałem się do oczka w rosole
mówiąc o kaszt...
dokonało się
nie pożądaj mnie nigdy więcej
ludzie z zimną krwią
potrafią zabijać kompatybilność uczuć
nie mrużą przy tym
oczu pragnienie czy ktoś to rozumie poza nim
stan rzeczy nie obejmuje poż...
kiedy szczęście jest wiatrem
zabawki
w twoich rękach jak marzenia bez tematu
ocean jest głębią ty jesteś oceanem
dyrygent naszego czasu wiatr
wyznacza azymut od kiedy to sierpień
chciał zagrać b...
wiatr we włosach
na nogach martensy
i ten uśmiech co zniewalał
byłem z ciebie taki dumny
nie miałaś fakultetów
ale potrafiłaś mnie leczyć
lepiej
niż najlepszy ordynator kardiochirurgii...
znak pierwszy
trzy butelki
dwa gramy uwięzionej duszy
nic nie mam do ukrycia
uśmiecham się tylko
zresztą dość głupkowato
drugi
dotyk
przytulam do ust fotografię
zmian nie widać
w takim raz...
już zawsze do końca postaram się być
i po cichu uchylę okno
otworzę dni jak świtlistą zasłonę
pod którą wszystkie swoje chwile zakwitłe tobą
przesiąknięte zapachem twoich perfum
i smakiem pomadki...
w krótkim śnie dała mu odczuć niebo
zrobione na szaro
błękitem kilku słów zapiasanych ustami
na pocztówkach z bańki mydlanej
czytając
usnął zmęczony
nie uwierzył w to drzewo
wzrosłe z ziarn...
kiedy złamałaś serce trafił na oiom
odzyskał przytomność
przeprosiłaś za chorobę
zapomnienia płatkami niezapominajek
wkładając w butonierkę
piżamy w paski jak więzień
zakuty w kajdany pragnień...
feniksa nabyłem trzy sekundy w monotonii nocnych wycieczek
nie pieszych nieprzytomnie wilgotnych rosą tylko dla mnie
ofiarowałaś niedosytem pożądania jakże ulotne we mgle
bezsilności wobec pragni...
spragniony lata
wymyśliłem cię na wiosnę
byśmy jesienią
mogli zapalać chłody zimy
w pokoju z widokiem na miłość
grałaś ballady o majowym wietrze
powoli bez utopii
oswajając światło każdym por...
nie nawidzę się rozwodzić
księżycowy pył
spada wtedy nagle zabijając ptaki
na pograniczu dłoni
kubek bez dna pełen kawy
kiepy w misce dla kota
i pies który wyszedł
nie wracając do dzisiaj...
bezradny tobą
układam przezroczyste portrety
z wczorajszych pragnień
bez heppy endu
cierpiących na różne formy postrzegania
dalszą drogę
wyznaczą serca ze szrotu
nie usypiaj
na powrót otrzem...
na zapomnianych stacyjkach
nieopodatkowane marzenia
wyznaczają azymut
z notatek o kochaniu
czerpiąc siłę do nowej podróży
nie rozumiem drugiej strony
księżyca motyli nie rozumiem
ale pragnę...
wzrosła
kiedy narodził się motyl
przepoczwarzenia w mojej głowie
neurony które straciły grawitację
wybuchy ciała spojrzenia w oczy
i usta pachnące nadzieją
to wszystko
w kolejności obojętne...
że też potrafisz tak z gracją
podskoczyć w zwiewnej
co aż unosi
nie przejdę układnie
obojętnie co to to
nie umiem igrać sam ze sobą
to wcale nie było na zakręcie
o co to to
nie wcale hello...