Mój obraz zażytych imaginacji

O sobie
nadciąga północ czuwam jeszcze
glapię się w śpiący już sufit
ani drgnę by go nie zbudzić
by się nie wyzwolił z mrocznego uścisku
by nie przydusił

każde mrugnięcie przybliża ściany
mściwe hieny betonowe
parapetowe kaktusy wystrzelają
jadowite strzały
łoże zdradliwe piaski ruchome

posapujący kaloryfer ojciec chrzestny
gorączkę na ramieniu moim kładzie
przez okno miliardy świetlnych twarzy
migoce pogardliwie

tak mam za każdym razem
gdy łapię haluny
gdy trzepią mną ochy i achy
a z czoła burzą posępne wodospady
5 0
27 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie