żebrzę

żebrzę

z kapeluszem

w dłoni

utkanym z bólu

mojego nieistnienia

proszę

o narodzenie

uśpionego smaku

czekam

na dar

od Ciebie



skostniałe

z zimna oczy

łzami maluję

szarość polików

połykam

gorzką dumę

obyś wrócił

chcę

choć wolę nie chcieć

zapomnieć

wziąść słowa

do ręki drętwej

i iść



zapomnieć

zapachy poranka

woń namiętności

zagłuszyć

otępić umysł

szeptać

pragnąć

porządać

ufać
0 0
2 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie