Złote paluszki

Kiedym zmęczony wracał do domu,

umorusany wolnością i beztroską,

z piachem za paznokciami

i śmiertelnymi sznurówkami,

tyś cierpliwie zmywała

błotne ślady wolności.



Złotymi paluszkami

czyściłaś buciki,

zapinałaś kołnierzyk,

plotłaś swój czarny warkocz,

z którego uciekały

kosmyki nieposłuszne.



Twe złote paluszki,

rączki malutkie niemowlęcia,

co z dnia na dzień

musiały zacząć pracować,

a mleko matki nie dla Ciebie,

a już Twoje.



Złote paluszki

i oczka srebrne,

co dojrzeć umiały

chmurę na czole

i drżały tak śmiesznie,

gdyś patrzyła na zdjęcia.



Tak, te złote paluszki

te, o których dotyk

błagał sam fortepian,

a sił coraz mniej

i struny rdzewieją.



Te złote paluszki,

co tyle dla mnie zrobiły,

drżąc trzymają igłę

i srebrne oczka

błagalnym, wstydliwym wzrokiem,

proszą, bym nawlekł nitkę.
0 0
2 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie