Patyk do Pineski.

W przybitej do deski znalazłem pocieszenie,

Gdy mi milczeniem na ciszę odpowiadała

Tępym wzrokiem drzazgi w oczy wkładała,

Odpowiadała syczeniem na nieme zapatrzenie.



Na bezczas i zaczas zamieniłem mózgowie,

więc siłą żadną juz realnym bytem

kiedy połączenia pustym rąbię echa zgrzytem,

I to co rozłączone rozwalam na złączone.



Nie bywam trędowaty toteż się nie wypieram,

że nieraz cicho krzyczę słowa mokre

Rozdwajając jaźnie, na przyjaźnie szczodre,

a potem żałując sam w sobie umieram.





Z drzag po okach płyną drzewa.
0 0
1 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

1 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie