Patyk do Pineski.
W przybitej do deski znalazłem pocieszenie,
Gdy mi milczeniem na ciszę odpowiadała
Tępym wzrokiem drzazgi w oczy wkładała,
Odpowiadała syczeniem na nieme zapatrzenie.
Na bezczas i zaczas zamieniłem mózgowie,
więc siłą żadną juz realnym bytem
kiedy połączenia pustym rąbię echa zgrzytem,
I to co rozłączone rozwalam na złączone.
Nie bywam trędowaty toteż się nie wypieram,
że nieraz cicho krzyczę słowa mokre
Rozdwajając jaźnie, na przyjaźnie szczodre,
a potem żałując sam w sobie umieram.
Z drzag po okach płyną drzewa.
Gdy mi milczeniem na ciszę odpowiadała
Tępym wzrokiem drzazgi w oczy wkładała,
Odpowiadała syczeniem na nieme zapatrzenie.
Na bezczas i zaczas zamieniłem mózgowie,
więc siłą żadną juz realnym bytem
kiedy połączenia pustym rąbię echa zgrzytem,
I to co rozłączone rozwalam na złączone.
Nie bywam trędowaty toteż się nie wypieram,
że nieraz cicho krzyczę słowa mokre
Rozdwajając jaźnie, na przyjaźnie szczodre,
a potem żałując sam w sobie umieram.
Z drzag po okach płyną drzewa.
0
0
1 odsłon