zadbam o siebie
nikt mnie nie rozumie tak jak
samotność w sercu
sam na kawałku nie swojej ziemi
zamykam oczy
z ptakami wznoszę się wysoko
jedynie szczyty
których nie przeskoczę
wystarcz...
tyle dróg Bóg dał
którą wybrać by nie iść w kierunku piekła
choć większego od ziemskiego nie ma
brnę po kolana by odbić się od dna
wyciągam dłonie do nieba
nie wiele mi potrzeba
słonecznych...
dziękuję za spędzony wspólnie czas
za wytrwałość i łzy na koszuli białej
przytulona do mej piersi
pozwól nam wytrwać
gdy lato i gdy w sercu zima
ile potrzeba serca i rozumu
by zrozumieć się...
zamknęliście mnie w klatce
daliście jakieś gó wno by wpier dalać
słuchać muszę waszych płyt
bo to jest dobre
inne rzeczy to wstyd
wolnym pragnę być
Bóg nie pozwala zniewalać
budujecie...
jesteś jak sowa
kręcisz głową niemal na około
mądra jesteś każesz zarabiać
sama nic nie robiąc
zbliża się wypłata
muszę przynieść co do grosza
gdzie moja wolność
nie mam na papierosy...
naszpikowani kałasznikowcy z Donbasu
kieszenie wypełnione kulkami
pękające podszewki rumiane uśmiechy
chęci są by zrobić coś by bohaterem być
może uratować świat przed wrogiem
szukają ukradki...
upływa czas tu na kawałku ziemi
nas co raz mniej i mniej
świat polega na twardych wartościach
przynajmniej mój
stąpam lekko po puchowym dniu
cisza wieczorem gdy moknę
deszcz płacze szlocha...
malowany jasny dzień
wydarty taki z zeszytu z matmy
ściągam czerń nocy
włóczymy się jak koty
muzyka dotyka myśli
zwracają się po alkoholu
tak niewiele a kocham na nowo
szary mur czarny...
życie pisane palcem na wodzie
obudzić się nie potrafię
dniem idąc zaćpany snem
wiele omija mnie
skrywają prawdy sens
nie man sił by biec
nic nie umiem sobie udowodnić
niech żyje świat...
zatopione ciemne bramy przy szarych ulicach
brudne betony niechlujne graffiti
spotykam ludzi pod maskami
skrywają sekrety nieszczere uśmiechy
posyłają w kierunku światła
wybaczam sobie życ...
mało się zarabia
żyję jednak jak hrabia
śmieję się do ludzi
oni mówią o mnie dobrze
zachwyca mnie wschodzące słońce
za oknem są inne kraje
za drzwiami czeka człowiek
pospieszę by nie czek...
za sobą wlekę
stary pomięty prochowiec
nada się psu do budy
po co mi wytarty z dziurami
szkoda że nie wróci mi tych paru chwil
przenoszonych na plecach
tych spotkań zdejmowania zakładania...
obrazy nakładają się w głowie
słoneczniki pachną połową sierpnia
dalej scenariusz układa się sam
znalazłem adres do drzwi zadzwonię
zapytam czy pamiętasz o chłopaku
niechciany pies kochał...
czas ucieka odwracam klepsydrę
każdy śpieszy się i ja się śpieszę
dokąd i po co
pędza ludzie
dzień w dzień
zagubieni
gdzie wolność
brakuje chwil na spotkania
wilkiem czasem nienaw...
smutny świat pełen smutnych ludzi
maluję iluzję wolności
płótno napięte gruntuję
wolności nie pojmuję
w ogrodzie pozornie spokojnie
toczy się dzień jak choroba toczy
walka między dobrem a z...
prośby wznosiłem do Boga
patrząc w niebo
patrząc w słońce
zrywałaś kwiaty na łące
nie byłem obojętny na piękno
serce cię pokochało
dookoła kwitło kolorowo było
żniw wyglądać blisko...
zimno mi gdy samotność otula dom
byłaś blisko jeszcze tej jesieni
zbierałaś pałki wodne na bukiet
pozostał dzban i rozwiane pałki
nie wybaczam sobie
że pozwoliłem ci odejść
za dobrze szło...
jesteś jak cała dyskoteka
stałem w rogu piłem piwo
a ty zmieszana z tłumem
tańczyłaś się cieszyłaś
mówiłem że ja jestem tym
który zmieni twoje kwesty
jestem miłosnym obywatelem
jestem...
sami w sobie
jako w Niebie tak i na Ziemi
skąd i dokąd idzemy
niestrudzenie w pocie
śpieszymy się bo ktoś nam każe
wracamy do miejsc
szukamy obrazów w pamięci
Bóg jest Święty
człowie...