piękny dzień w którym zawoła Pan
dziś kilka dusz opuściło padół na którym
stromy brzeg rozdzielił nas jak słowa w zdaniu rozdzielają przecinkami .każdy kocha jak umie tylko szkoda mi tych chwil...
kocham was za spędzony wspólnie czas
dziecięce lata rączki topiliśmy w piasku
jako przewodnik rozdawałem karty
teraz nikt nie słucha każdemu z tym dobrze
spotkajmy się choć na chwilę
rozmowa...
szum wiatru kołysze morską toń
nad morzem cisza zamienia mnie w skałę
słuchałem starych płyt już ich nie ma
zniszczył je czas bezwzględny
zapadam się w piasek
puszczam statki na niebie
bawię...
jak głaz pod górę toczy życiem
na chleb zboża w polu dojrzewają
pod sklepem kilku durni ćwiczy kulturę
dużo do szczęścia nie potrzebuję
na tym szczycie każdy jest chwilę
ciężko się wspiąć spaść...
wychowany w rodzinie katolickiej
byłem nawet ministrantem
wylewałem wodę na dłonie wielebnego grubasa
pił wino łakomie jakby miało braknąć
miałem dość zapachu kadzidła
w liceum udawałem punka...
usłysz wołanie kołysz biodrami
jak morze falami rozbijaj brzegi
wysoko mierz łokciami strome klify
usłysz głos
usłysz go usłysz
mówię do ciebie śmiejesz się
nie mogę zrobić nic
liczę gwi...
powierzchownie z pozoru powiesz twardziel
co za twarz
nie widać oczu przez ciemne okulary
w środku miękki gryzie go strach i światła wielkich miast
teraz gdy wspomina ten czas
wie że wiele by...
jadę
pusta autostrada
ścigać mi się chce
ale nie wypada
łapię w płuca wiatr
jadę w kierunku Tatr
na liczniku siedemdziesiąt mil
jeszcze kilka chwil
na miejscu cysterna piwa
otworz...
niebo na dworze
ma kolor twoich oczu
mam siny nos kilka groszy w kieszeni
w nocy butelka z winem jak eliksir
co zbawia świat prowadzi do nienawiści
dam ci kawał nieba
za spokój
za kawałe...
po co mi majątki
bogatym czuję się gdy nagi
klejnoty zakrywam kawałkiem szmaty
po co się bogacić wolę tracić
duch zbudowany na fundamentach prawdy wiary
prowadzi mnie głos i słowa Jego...
ja żołnierz wojska polskiego
przysięgam
ojczyźnie i wam rodacy że
nie zdradzę narodu
pokonam głęboką wodę
wysadzę mosty nienawiści
zginę
by przeżyć mogło stu obywateli
tych w domu i tych...
ból rozerwał serce na pół
odchodzisz dziś
smutny dzień
ponury pochmurny
wszystkiego naj życzę ci
popłyną dni
samotny czas
daj znać
odezwij się
zrywam kartki z kalendarza
milczysz minął...
zmierzch
oddzielony szkłem
zsunięte zasłony
jak ciężkie powieki
opadają na ramionach silnych jak słowa
zamykam rozdział
jeszcze kompocik
czekam na poranną rosę
kilka godzin
zasypiasz...
daleko są jaja od pupy?
spytał jakiś gość
odpowiedziałem że skok amortyzacji
ma się tak jak śmiech pupy do miski barszczu
odszedł prosto i w p izdu
albo jeszcze dalej po brzeg horyzontu
zsuwały się po szybie powoli
krzyk przecinał skronie
gęsty dym wypełniał płuca
ogień trawił ducha
nie było odwrotu ni ratunku
wykreślone z księgi życia
wymazane z pamięci krwią
na mu...
w niebie gdzie zło przegrywa
schodzi na ziemię by wydłubać nam oczy
zaślepia mamoną
nie daj się sprzedać za kilka groszy
poukładaj sobie w głowie
twój los będzie zaprzedany
zło zbiera żniwo...
zanurzam pióro w błękitnym atramencie
gdy by mówić umiał ten miecz
coś by podpowiedział
w głowie kilka myśli składam w zdania
na papierze szkicuję wiersz
oto słowa płynące z stukotem serca...