zbawić świat
dzisiaj nie kocha mnie nikt
jutro zapomną kim byłem
zwiędły kwiat płonie
na dłoniach stygmaty owijam w szmaty
sączy się krew
ciemne barwa
znaczę ścieżkę ku zbawieniu
podzi...
artysta cierpi
cierpi dusza
łzy moczą papier
maluje obraz lęku
na kawałku papieru
z worka po cemencie
nie stać go na więcej
kreśli wiersz
rzeźbi w korze drzewa
serce wyrywa się z pie...
włóczymy się po okolicy
szlifujemy chodniki
ona i ja
zrywałem jej białe róże
z ze szkolnego ogrodu
uczyłem ją palić extra mocne
niezła zabawa w zaciąganie
teraz z dymkiem uleciał czas
zost...
jestem debilem jak wy kibole
na meczach krzyczę i transparenty
obraźliwe słowa
niech przeciwnik skona
nie zdoła nas pokonać
rzucam kilka rac
sędziego męczy kac
nie ma siły gwizdać
pomożem...
gdzieś na pustkowiu
usycham powoli
jak stare drzewo
gdybym nie wydał owoców
kto zapaliłby świeczkę
im więcej ich
tym więcej świeczek zapłonie kiedyś
nastąpią te dni
czekam niecierp...
zbłąkany idę
zamyślony w głowie mrowie
maszeruje marszem
droga pochyła
góra wysoko
ślizgam się na błotnistym podłożu
ktoś powiedział nie bądź idiotą
jak nie być.
tabletki witają mnie z...
gdy nabiorę w dłonie sił
przy studni
głębokiej jak sny
dusza świeża
jak świtem poranna rosa
promienie słońca
zmieszam jak kurz z oddechem
wyruszę w góry twoich spojrzeń
językiem posmaku...
pędzę
razem z czasem
z prądem i pod prąd
bezwzględny
odlicza dni
nie przybywa sił
opadam
każdego poranka na kolana
ściskam
każdą chwilę
chowam w sercu
marzenia utrzymują cel...
jeszcze pół zostało
zmieszaj z mlekiem bo zamało
pijmy szybciej bo się ściemnia
choć na niebie pełnia
mrok rozpruję gdzieś nad ranem
piję zupkę dziś z Romanem
potem sen w wysokiej trawie...
jak okręt na falach
kołyszą się nasze ciała
splecione liny jak dłonie
zaciskamy w miłosnej toni
może nie przełamie ich sztorm
zburzonych myśli w głowie
jeszcze jeden port
światło latar...
gdy dzień skończył bieg
odłożył pracę na kolejny
może inny lepszy czas
słońce w pocie czoła schowała koronę
też poleżeć zapragnęło
tylko księżyc krąży nad głowami osłów
kilku takich znam sp...
szary dzień szary duch
uwięziony w ciele szepcze
jakoś smutno mu
do piersi przytulam to co mam
kilka fajnych rzeczy
kilka myśli ubranych w słowa
pieści dotykiem wspomniane chwile
w głowi...
na łąkach diamenty pojawiają się rankiem
biegnę strącam rosę z traw tęczową barwę
w strumyku tańczy woda po kamieniach
ucieka jakoś jej spieszno
dokąd biegnie prędko
wszystko czego pragnę...
jak czas zamknięty w bursztynie
nie umiem się obudzić
zapamiętałem ciebie
ciepłym świtem
najgorzej wieczorami
myśląc zasypiam z myślami
w tym samym świecie marzysz
rozmawiasz z innym...
otacza ciało jak mrok ziemię
na której płonie płomień
życiodajny deszcz spływa po skroni
pieści zmysły
karmię się nią
stawia czoła gdy depresja jak burza nadciąga
piękna jest jak kropla sz...
zanurzam palec w szklance wody
głęboko do dna dotykam pieśni
przenika dreszcz
jak jastrzębie na niebie
taniec według scenariusza
wolni i bezpieczni w objęciach wiatru
dzika głusza gęsta...
połączyło wspólne słuchanie muzyki
w godzinach godziny policyjnej
nocne marki jak nietoperze
łowimy ciała
apetytu na siebie nikt nie odbierze
taniec na fali
plaże już puste
piasku wystar...