niesiona na dłoniach obłoków
w silnych ramionach ukojenie
spokojem otulona jasna matka
teraz szum wiatru
gdy promień gaśnie
w oku smutek błyszczy
prysł czar ulotny czas
zabiera wszystko...
upierzony
przeglądam gazet pierwsze strony
na zdjęciu facet nieogolony
to nie ja pytam żony jakiś niepodobny
woda sodowa uderza czasem do głowy
skręt na wardze nie świadczy dobrze
wyluzowany...
odchodzisz z końcem dnia
jutro nie dla nas
skupiony myślami czeszę włosy
ust róż dotyka moich ust
zgubiony istnienia sens
być razem piękna rzecz
życie nie rozpieszcza
pędzę do ciebie polna...
wokół ciasno
ani chwili na spokój
czas zapiernicza
drzemka szybka pęka sen
już nie mogę wymiękam
co się dzieje im starszy
tym więcej roboty
przecież niczego nie brakuje
liczę na siebie...
dokładnie nie pamiętam jak to szło
wydarty lęk z oczu niebieski iskrzyk
zatrzymany na zerwanym filmie
utopiony smutek kieliszek pusty
nabrzmiały od warg tłustych
spoconym świtem wychylam wod...
po łące zroszonej
w zimnych księżyca promieniach
okryta mgłą płacząca wierzba
składa pokłon Bogu
krople słone korę moczą
zrozumiałem wtedy jaki jest życia sens
gdzie kończy się kiedy wkracza...
znikły znaki wokół półmrok
zaciśnięte usta woda sączy potoki
nie odpowiesz nie zanucisz
oddechem poranka zbudzony
konam w lęku
umieram z każdym spojrzeniem
nie wytrzymam
nie dam rady stary...
nie uciekać nie ma dokąd
płyną dni jak myśli z nadzieją
na niebie bosko czysty Eden
szczęście i strach przenika
z miłości i lęku aż boli
sercem uciekam gdzieś daleko
ocean w głowie pogubiłem...
nie obchodzi mnie nic
wpatrzona w niebo
skrzydlata miłość biały puch
na szczycie góry prostuje ramiona
ona wtulona okryta płaszczem
kocham jej włosy
w powietrzu zapach siana
pachnie latem r...
w zapomnieniu w obłąkaniu
odszedł pozostawiając kilka słów
zakurzone biurko
list zwinięty w rulon
na skrzydłach wiatru uniosła się dusza
jak lekko spokojnie uśmiechnięta buzia
w zapomnien...
tak się nie da żyć
napojeni życia antidotum
wierzę że się uda
brnąć w otchłań kosmosu
uciekają chwile skłębiane mgławice
gwiazdy umierając rodzą nowe
czas zastygł w miejscu
posępną mal...
obywatelskie państwo
każdy obywatel
pod krawatem
z każdej strony ładny jak w wazonie kwiatki
policyjne państwo policjant ważny
taki mały bóg pośród innych podobnych posępnych bożków
na sumien...
drzewa rzucają cień
źli ludzie rzucają uroki
mimo głębokiej wody
idę przed siebie
słońce spogląda
na wszystkich jednako
na niebie skrzydła ptaków
wieczorem nad stawem koncert kumaków...
usłyszałem wilka
karmił swoje ciało
na skraju lasu wył z nienawiści
do ludzi do świata
zepsuta zabawka kręci fortunę zawsze na lewo
w nocy nie zasypia i innym nie da spać...
jeden lubi czekoladę
drugi woli czerstwy chleb
patrzę na twoje uda
wszystko dobre zdrowe
wszystko na miejscu
spijam słodycz z twoich ust
uśmiały dzień cieszy michę
zadowolony po nocy sen...
1995
gdy przy mnie jesteś
czuję się przyjemnie
albo znikasz na jakiś czas
kocham zbliżam się do nieba
myślami przy tobie słucham serca
chodzę przez cały dzień szukam cię
nie śpię nie licz...
na oknach szron w domu chłód
przeciąga marzenia senne
dobrze że obok dłoń ściskam
pod pierzyną tylko jeszcze ciepło
mgły pokrywy staw i trzciny
napoczynam dzień od pieszczot czułych słów
po...
nie mogę się doczekać
niedoczekanie a czas nagina
gałązki losu
gwiazdy jak fosforyty
ciasto w ustach z proszku
w gaciach na ganku sterczę
zimno świerzbią cebulki włosów
całkiem zmarzłem
sunę...