DEPRESJA

rozpaczy czarne motyle

nad duszy mojej padliną

kwiaty zacierają liście

myśląc już o świeżym grobie



serce każdym uderzeniem

wbija w siebie szkiełka bólu

tłukąc się w klatce piersiowej

wyściełanej piaskiem i krwią



czarnozębne usta okna

uśmiechają się szyderczo

w dole kusi łoże bruku

chłodne nadchodzącą nocą



nóż w kuchni leżący patrzy

we krwi chciałby rdzę uleczyć

a pasek oblizuje się

na myśl o uległej szyi



prąd szykuje się do skoku

cicho prężąc kable w ścianach

perełki tabletek stadnie

przeglądają się w butelce



ratunkowy twój telefon

z balu tego mnie wyciąga

przed finałem uroczystym

jutro znów się taniec zacznie
0 0
2 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie