To nie chmury IV

4.

"Ty TO nazywasz KSIęGARNIĄ?"



-Dobra, rozejm. Mam tu mieszkać i chodzić razem z tobą do klasy to lepiej nie zaczynać od kłótni.

-Ugh... ok., masz rację.

No a co miałam powiedzieć? Najchętniej wyrzuciłabym go za drzwi, ale żuk powiedział mi wyraźnie, że wtedy będę musiała szukać nowej szkoły. A przynajmniej powtarzać rok.

Marcin wyciągnął z kieszeni jakąś niesamowicie pogniecioną kartkę

-No właśnie, muszę jeszcze kupić książki... Co to jest właściwie "Chemia we współczesnej literaturze";? Chemia czy polski?

-Jedno i drugie.

Spojrzał na mnie kątem oka odrobinę zdziwiony.

-A "Liczby średniowiecza"?

-Matma i historia.

Teraz był już mocno rozbawiony.

-No co chcesz, żuk je pisał.

-Wszystkie?

-Nie... "Anatomię duszy"; jego żona.

W tym momencie porządnie go wcięło.



***

Staliśmy pod wejściem do Domu Książki, jedynego miejsca w którym można kupić nasze podręczniki.

-No... Empik to to nie jest.

-A wiesz, że zauważyłam?

-Domyślam się.

Weszliśmy, kupiliśmy książki i wyszliśmy. Moja najkrótsza wizyta tam jak dotychczas. Zwykle zagłębiam się w dział "galeria" i trzeba mnie siłą wyciągać.

-No dobrze, to teraz w ramach integracji zapraszam cię na lody.

Spojrzałam na niego zdziwiona. Jeszcze chwilę wcześniej robił wszystko żeby mi dogryźć (skrytykował Moneta!). A teraz zabiera mnie na lody… czuję podstęp.



***

W sumie: nie jest źle. Jesteśmy w mojej ulubionej kawiarni, jemy lody (ja czekoladowo-miętowe, on karmelowe).

-Jak się tak zastanowić, to tutaj nie jest tak źle, wiesz?

No, w końcu docenił urok mojego miasteczka!

-Jak się tak zastanowić, to tu jest cudnie.

-A to czemu?

-Bo możesz się nabijać z nauczycieli i nie piszą o tym w gazetach.

Spojrzał na mnie z mieszaniną zdziwienia, rozbawienia i czegoś jeszcze… czegoś niezidentyfikowanego.

Spytał czy chcę coś do picia, sobie zamówił szklankę wody żywiec cytrynowej, a mnie Arctic truskawkowej. Rozluźniłam się i zaczęłam poważniej zastanawiać nad tym, co zrobił że go wyrzucili gdy… do Nico weszły Kama z Paulą. Spojrzały na mnie w ten przeszywająco-złowieszczo-rozbrajająco-uspokajający sposób i podeszły do stolika.

-Siema, co tu robisz?

-No siema. To jest Marcin, to Kama i Paula. Marcin będzie chodził z nami do klasy.

-Od przyszłego roku?

-A... nie od poniedziałku.

Spojrzał na nie bez zbytniego entuzjazmu.

-Pozwolicie że odejdę na chwile-powiedział i wstał.

Kamila patrzała za nim dziwnie zdezorientowanym wzrokiem, jaki widziałam u niej ostatnio coraz częściej.

Z zamyślenia wyrwała nas Paula.

-Zgadnij co mam!- krzyknęła i rzuciła na stolik wielką, starą księgę.

Spojrzenie Kamy przyjęło odcień znudzenia.

-Chiromancja! Dawaj prawą łapę.

Niechętnie dałam jej moją prawą rękę, a ona zmarszczyła swój zadarty nos i zaczęła mruczeć coś pod nosem.

-Heh ciekawe. Wiesz, że nie masz linii serca?- dodała głośniej.

-Taaak? No i co z tego?

-No...wszyscy ją mają.

-Jak widzisz nie wszyscy.

Kama pochyliła się nad moją dłonią i zaczęła się jej przyglądać

-Ej, co to jest. Co ja jestem, królik doświadczalny? Dajcie sobie spokój?

Wyrwałam rękę i wsadziłam ją do kieszeni moich ulubionych dżinsów.

W tym momencie wrócił Marcin i powiedział, że bardzo przeprasza, ale jest odrobinę zmęczony i wolałby wrócić już do mnie.

Naturalnie poszłam z nim. W końcu to mój dom, nie?
0 0
1 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie