To nie chmury V
5.
"Czyś ty zgłupiała?!"
Poniedziałek. Wstałam o szóstej. Uwielbiam te chwile, kiedy w domu jest cicho, zanim Zuzia się obudzi. Byłam pewna, że obudziłam się jak zwykle pierwsza.
Weszłam do łazienki zastałam w niej myjącego zęby Marcina.
-A... nie śpisz już?
-O to samo mógłbym zapytać ciebie, wiesz?
-Ale ja spytałam pierwsza.
-W takim razie nie śpię. Jak zresztą widać.
Było widać.
-Zawsze najpierw myjesz zęby, a potem się ubierasz?- zauważyłam, że stał przed lustrem w samych majtkach.
-Tak
Wyszczerzył zęby w ironicznym uśmiechu.
Policzyłam do dziesięciu i spytałam:
- Jak się spało?
-Wbrew przewidywaniom całkiem sympatycznie.
Od rana mnie wkurza. Podeszłam do niego tak, że staliśmy bardzo blisko siebie. Przez zaciśnięte zęby wysyczałam tylko dwa słowa ("chociaż dziś") i reszty nie udało mi się, gdyż poczułam mój ulubiony męski zapach. Od niego zawsze dostaję zawrotów głowy.
Używał go Jędrek...
Odsunęłam się i usiadłam na koszu z brudnymi ubraniami. Przypomniałam sobie wydarzenia sprzed dwóch miesięcy, ale natychmiast odrzuciłam od siebie ten obraz. To już minęło, nie wróci i tak mi lepiej.
Oparłam łokcie na kolanach, zakryłam twarz dłońmi.
-Nic ci nie jest?
-C-co?
Przypomniałam sobie, że tam jest. Spojrzałam na niego. Stał nade mną z tak jakby zatroskanym wyrazem twarzy.
-Nie, co ty. Wszystko ok.
Wstałam i poszłam się ubrać.
***
-Kaśka!
-Mamo, spóźnimy się!
-Weź jeszcze Zuzię. Przecież macie po drodze.
Zuzia ubrana w uroczy zielony płaszczyk uśmiechnęła się przymilnie do Marcina.
-Ohhh... no dobrze. Zuzia, tylko szybko!
-Pa ryba.
Mama ucałowała ją na pożegnanie.
-Peace!
Wyszliśmy z domu. Marcin wyjął komórkę i stwierdził, ze mamy "dokładnie 3 minuty i 49 sekund".
Pierwsza była chemia. Naturalnie się spóźniliśmy.
***
-Masz tę żelatynę?
-Mam, mam.
Po odstawieniu scenki w różowym kiblu mieliśmy cały dla siebie. Wyjęłam 7 dużych saszetek żelatyny, Kama i Paula czajnik elektryczny do zagrzania wody i miskę. Zagotowałyśmy wodę i w pełnym skupieniu, siedząc na ohydnej różowej posadzce, rozrobiłyśmy żelatynę.
-No dobra, teraz wlej to do kibla.
Paulina wyglądała na wyraźnie zaskoczoną.
-Do JEDNEGO? Tego są ze trzy litry! W duchy wierzysz.
-Głupia jesteś i tyle. Do wszystkich, po litrze do każdego.
Wyszłyśmy bardzo z siebie zadowolone. Wszystkie trzy kible zapchane.
***
Trzy lekcje później, na mojej i Marcina ostatniej, w radiowęźle szkolnym rozległ się głos Grabarkowej:
-Katarzyna Nowak proszona do gabinetu dyrektora.
Dokładnie jak w piątek wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę, bez większego zdziwienia ale z wściekłością. Mieliśmy akurat wychowawczą i było wiadomo, że Strzyga będzie pomstować na klasie. Ona tak potwornie boi się, że starci reputację! Pod gabinetem stał już Miejewicz, więc zdziwiłam się odrobinę bardziej.
żuk wyszedł po nas osobiście. Pierwszy raz widziałam go gdzieś indziej niż w sekretariacie.
-Jak się sprawuje nasz eee... gość?
Miejewicz zrobił się cały czerwony. W końcu on uciekł, zostawiając mnie z nim sam na sam!
-Bardzo dobrze. Pokój ma już załatwiony.
-Tak-żuk wyraźnie się zasmucił. Miał pewnie nadzieję, że sobie nie poradzę-Może Rada Rodziców miała jednak racje…A gdzie mieszka?
-U mnie.
Oczy wylazły im obydwu na wierzch bardziej niż nauczycielce od angielskiego, zwanej Cyklopem.
żuk pożegnał się z mocno zbulwersowanym wyrazem twarzy, a Andrzej spojrzał na mnie i powiedział:
-CZYŚ TY ZGŁUPIAŁA?!
"Czyś ty zgłupiała?!"
Poniedziałek. Wstałam o szóstej. Uwielbiam te chwile, kiedy w domu jest cicho, zanim Zuzia się obudzi. Byłam pewna, że obudziłam się jak zwykle pierwsza.
Weszłam do łazienki zastałam w niej myjącego zęby Marcina.
-A... nie śpisz już?
-O to samo mógłbym zapytać ciebie, wiesz?
-Ale ja spytałam pierwsza.
-W takim razie nie śpię. Jak zresztą widać.
Było widać.
-Zawsze najpierw myjesz zęby, a potem się ubierasz?- zauważyłam, że stał przed lustrem w samych majtkach.
-Tak
Wyszczerzył zęby w ironicznym uśmiechu.
Policzyłam do dziesięciu i spytałam:
- Jak się spało?
-Wbrew przewidywaniom całkiem sympatycznie.
Od rana mnie wkurza. Podeszłam do niego tak, że staliśmy bardzo blisko siebie. Przez zaciśnięte zęby wysyczałam tylko dwa słowa ("chociaż dziś") i reszty nie udało mi się, gdyż poczułam mój ulubiony męski zapach. Od niego zawsze dostaję zawrotów głowy.
Używał go Jędrek...
Odsunęłam się i usiadłam na koszu z brudnymi ubraniami. Przypomniałam sobie wydarzenia sprzed dwóch miesięcy, ale natychmiast odrzuciłam od siebie ten obraz. To już minęło, nie wróci i tak mi lepiej.
Oparłam łokcie na kolanach, zakryłam twarz dłońmi.
-Nic ci nie jest?
-C-co?
Przypomniałam sobie, że tam jest. Spojrzałam na niego. Stał nade mną z tak jakby zatroskanym wyrazem twarzy.
-Nie, co ty. Wszystko ok.
Wstałam i poszłam się ubrać.
***
-Kaśka!
-Mamo, spóźnimy się!
-Weź jeszcze Zuzię. Przecież macie po drodze.
Zuzia ubrana w uroczy zielony płaszczyk uśmiechnęła się przymilnie do Marcina.
-Ohhh... no dobrze. Zuzia, tylko szybko!
-Pa ryba.
Mama ucałowała ją na pożegnanie.
-Peace!
Wyszliśmy z domu. Marcin wyjął komórkę i stwierdził, ze mamy "dokładnie 3 minuty i 49 sekund".
Pierwsza była chemia. Naturalnie się spóźniliśmy.
***
-Masz tę żelatynę?
-Mam, mam.
Po odstawieniu scenki w różowym kiblu mieliśmy cały dla siebie. Wyjęłam 7 dużych saszetek żelatyny, Kama i Paula czajnik elektryczny do zagrzania wody i miskę. Zagotowałyśmy wodę i w pełnym skupieniu, siedząc na ohydnej różowej posadzce, rozrobiłyśmy żelatynę.
-No dobra, teraz wlej to do kibla.
Paulina wyglądała na wyraźnie zaskoczoną.
-Do JEDNEGO? Tego są ze trzy litry! W duchy wierzysz.
-Głupia jesteś i tyle. Do wszystkich, po litrze do każdego.
Wyszłyśmy bardzo z siebie zadowolone. Wszystkie trzy kible zapchane.
***
Trzy lekcje później, na mojej i Marcina ostatniej, w radiowęźle szkolnym rozległ się głos Grabarkowej:
-Katarzyna Nowak proszona do gabinetu dyrektora.
Dokładnie jak w piątek wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę, bez większego zdziwienia ale z wściekłością. Mieliśmy akurat wychowawczą i było wiadomo, że Strzyga będzie pomstować na klasie. Ona tak potwornie boi się, że starci reputację! Pod gabinetem stał już Miejewicz, więc zdziwiłam się odrobinę bardziej.
żuk wyszedł po nas osobiście. Pierwszy raz widziałam go gdzieś indziej niż w sekretariacie.
-Jak się sprawuje nasz eee... gość?
Miejewicz zrobił się cały czerwony. W końcu on uciekł, zostawiając mnie z nim sam na sam!
-Bardzo dobrze. Pokój ma już załatwiony.
-Tak-żuk wyraźnie się zasmucił. Miał pewnie nadzieję, że sobie nie poradzę-Może Rada Rodziców miała jednak racje…A gdzie mieszka?
-U mnie.
Oczy wylazły im obydwu na wierzch bardziej niż nauczycielce od angielskiego, zwanej Cyklopem.
żuk pożegnał się z mocno zbulwersowanym wyrazem twarzy, a Andrzej spojrzał na mnie i powiedział:
-CZYŚ TY ZGŁUPIAŁA?!
0
0
2 odsłon