O Mesjaszu na pustyni
Piaskowy starzec
Z brodą lukrowaną żwirem
I oczach zamglonych wiatrem
Pielgrzym co szedł na koniec
Wędrowiec bez manierki z wodą
Ten który tworzył nicość
Dał mi garść kwarcowych nasion
Nieudanych skarbów Boga
Szedł o suchej lasce cierpień
Nocą szepty dawał gwiazdom
By nie zmarły z głodu
Marzeń pragnął opowiadał
Bajał nocą
Wróżył z wydm piaskowych pieśni
Wnet posmutniał i rzekł cicho
Czas ucieka drogą krętą
Goń go pókiś sił świadomy
Goń a ja tu pośpię
Gdzieś daleko świt nadchodził
Gdzieś wstawało złote słońce
Gdzieś piaskowy starzec umknął
Z brodą lukrowaną żwirem
I oczach zamglonych wiatrem
Pielgrzym co szedł na koniec
Wędrowiec bez manierki z wodą
Ten który tworzył nicość
Dał mi garść kwarcowych nasion
Nieudanych skarbów Boga
Szedł o suchej lasce cierpień
Nocą szepty dawał gwiazdom
By nie zmarły z głodu
Marzeń pragnął opowiadał
Bajał nocą
Wróżył z wydm piaskowych pieśni
Wnet posmutniał i rzekł cicho
Czas ucieka drogą krętą
Goń go pókiś sił świadomy
Goń a ja tu pośpię
Gdzieś daleko świt nadchodził
Gdzieś wstawało złote słońce
Gdzieś piaskowy starzec umknął
0
0
2 odsłon