Wieczorowcowe

Świat
W samotni na podmokłej łące
wychodzę przez chodnik przy tobie
z kilku betonowych płyt

z pieśnią na zimnych palcach
do ust opadłych lekkością gleby
spajam słowa z wilgotnej gliny
melodie z cuchnących trzewi

werble z trzasku w stawach...
i one w piersi są surowicze
tak słowicze, jak kiedy żyłem

zbieram kwiaty białe do kości
i zjadam czerwone owoce
obok igieł z pełznących korzeni
zasychających we wrzawie gardeł...

jakbym miał coś zmienić... piszę!
1
17 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

iśka 1 rok temu
piszesz nietypowo, intrygujesz przekazem...gratuluję talentu...pozdrawiam najcieplej*
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie