ostatni zachód

słomiany dach
ogień strawił
pozostał krzyk z garstką
popiołu

a oni szczyty zdobywać chcieli
i bezmiar wszech
z nogami w betonie

wiatr popiół rozwiał
na stron świata cztery
woda zalała suchy ląd
z nieba grom
i czarne chmury
rozmyły umysłu chciwe litery

i nastał dzień bez promieni
i mgła osnuła uliczną latarnię
na szklanym bruku
istoty cień za rogiem
odbity na spalonym murze

tylko on jeden
oczami błądził
ze snu podnosił iskrę życia
i krzyczał

nie słyszał nikt

tłum
na ulicy cieni
2
12 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie