jakaś siła pcha mnie w Bieszczady
bo tam diabły bardziej uśmiechnięte
szczyty wesołe zielone całe
a Bóg kocha nas
gdzie dziewczyny i chłopaki
tańczą we mgłach skąpani po pas
odchodzę...
szukam nie znajduję nic
czas upływa albo go braknie
życie układa kłody buduję szczyt
wznoszę się wysoko opadam nisko
a po co mi to wszystko
zmienne nietrwałe
pory roku słońce deszcz
śnieg...
liście opadają na ziemię
kolorowe jak sny dziecka
barwy światła rozszczepione
ten obraz nie zatrze się w pamięci
nitki babiego lata i małe pająki
oddalają się od drzew na skrzydłach ptaków...
w splendorze słów slogan z ust
na szybie odbicie lustrzany kształt
w telewizji karykatura kłamstw
odchodzę trzaskam drzwiami
dziwny świat między nami
jak związek radziecki
obłudny zdradzieck...
pozwólcie nam budować świat
pozwólcie popełniać błędy
bo na błędach zbudowany jest świat
pozostawiamy po sobie ślady
na murach i sufitach
pozostawiamy po sobie ślady
na ławkach i drzewach...
po wejściu zapomnij o cywilu
wchodzisz i nic nie masz
i nic nie wyniesiesz
ogolą czaszkę do zera
ubiorą w zieleń
ścisną pasem w pół
oddzielą mózg od nóg
poznasz beskidzkie szczyty...
noc odeszła na drugą stronę
nieba
siódma rano wstaję
toaleta
samotnie piję kawę
zapalam papierosa
jak gwóźdź do trumny
też się przyda
samotny lecz spokojny
wszytko dookoła otacza mni...
byliśmy młodzi
stworzeni przez Pana
na wieki dla siebie
nie było tam nikogo
muzyka w duszy grała
grać będzie
oszukałaś miłość
żałowałaś
stałem w miejscu
wyjechałaś
uwielbiam
gdy rozkwita roślina
ruch dynamika
zieleń uspokaja
koi skołatane serca
wsłuchuję się
w ciszę
w jej szept
milczy godzinami
niewiele przestrzeni
mały kosmos
słucha mnie...
w kilku słowach
ubrana w barwy
jesienią pachnie
głęboko w niebieskich oczach
niebo nad nami rozkłada słoneczne zasłony
wiatr przegania chmury
na duszy spokój
złote liście mienią kolorami...
jedna łza i garść twoich łez
za niewinność i pożądania
zaspokojone oczy zwierza
bo ten co pożąda
umiera i za życia martwym bywa
oczy wilka podobne złemu
kto czyni krzywdę
tonie we własn...
to Jezus wyganiał kupców
ze świątyni Salamona
życia duchowego nie mieszajmy
z handlem dnia powszedniego
modlę się do Ciebie Chryste
znasz wszystkie modlitwy
ty mnie nauczyłeś
znasz myśli...
jakby tak świat padł przed tobą na kolana
nie ulegaj nie lękaj się nie uciekaj przed nim
podnieś wysoko głowę ponad szczyty ponad chmur kontury
wszystkie byty odejdą w niepamięć czeluści piekieł...
kto wtedy rozdawał karty
los był bardziej uparty
twoje oczy i wiatr we włosy
kochałem całym sobą
teraz rozeszły się nasze losy
nie pamiętam twojej twarzy
ale zapach extra mocnych
zabarwił m...
po pracy koniec września
żona dręczy mnie
-dlaczego pijesz
-bo urodziny mam w lutym
(ja widziałem ona nie )
w kościele ta sam rozmowa przy konfesjonale z księdzem
-już nie będę ale pożyc...