Wedrujac wieczorem...
Wędrując wieczorem
Brukowanymi ulicami
Patrzę
Na obdarte kamienice
Bloki szarego kamienia
Betonu
Poukładane
W kwadraty
W prostokąty
Nazwane nowocześnie
Domami
Piętrzą się ponad głowy
Patrząc zgóry
Odrapanymi oczami
Okien
Migoczą
Kolorowymi światłami
żarówek
W mosięznych żyrandolach
Jakiś samotny pijaczyna
Oparty o drzewo
Mruczy do siebie
Dziwną melodię
Popatrzył na mnie
Wyciągnął drżąca dłoń
I… zapomniał
Mijam witryny sklepów
Kuszące
Przepychem towarów
Taniego chłamu
Udającego najnowsze trendy
Odwracam wzrok
Idę dalej
Przy niewielkim skwerku
Zmęczony taksówkarz
Zasnął
Z głową na kierownicy samochodu
W oddali
Słychać głośne śmiechy
Nastolatków
Wracających z dyskoteki
To jedyne dźwięki
Smutnego i nudnego
Miasteczka
Skrawka ziemi
Chcące goschować się
Przed
Oczami świata
Domu
Mojego
Brukowanymi ulicami
Patrzę
Na obdarte kamienice
Bloki szarego kamienia
Betonu
Poukładane
W kwadraty
W prostokąty
Nazwane nowocześnie
Domami
Piętrzą się ponad głowy
Patrząc zgóry
Odrapanymi oczami
Okien
Migoczą
Kolorowymi światłami
żarówek
W mosięznych żyrandolach
Jakiś samotny pijaczyna
Oparty o drzewo
Mruczy do siebie
Dziwną melodię
Popatrzył na mnie
Wyciągnął drżąca dłoń
I… zapomniał
Mijam witryny sklepów
Kuszące
Przepychem towarów
Taniego chłamu
Udającego najnowsze trendy
Odwracam wzrok
Idę dalej
Przy niewielkim skwerku
Zmęczony taksówkarz
Zasnął
Z głową na kierownicy samochodu
W oddali
Słychać głośne śmiechy
Nastolatków
Wracających z dyskoteki
To jedyne dźwięki
Smutnego i nudnego
Miasteczka
Skrawka ziemi
Chcące goschować się
Przed
Oczami świata
Domu
Mojego
0
0
2 odsłon