urodziny dzieciny

O sobie
na ziemię
przyszedłem z pierwszym krzykiem
odlicza zegar czas purpury nieba blask

słońce nade mną

próchnom gaju podąża strach
nieodłączny kompan od kołyski
jaśminu kwiat bieli mój świąt

oddech zbyt szybki łakomie łkam
odbijam refluksem śliniak i twarz

zbyt różowy by kochać i trwać
masuje mama dłonie zimne bo wiatr gna
chmury jak słonie jak ja

świadomy istnienia jednostka samotna jak każdy z nas
odnajdę siebie i drogę gdzie dom równina zielona maluje rzeki brzeg stromy piaszczysty brzeg na skroni żyłka krwi stróżką łaknie
0 2
22 odsłon

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Helen 10 lat temu
Witam Jaro:) nie chcę cię urazić ale proponuję przemyśleć kwestię merytoryczną tego utworu.... niektóre frazy nie są trafione a i wydźwięk daje dziwny posmak...wschód z zachodem się spotyka że tak powiem:) pozdrawiam
jaropasztii 10 lat temu
mi się podoba jest osobisty :)pozdrawiam...
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie