Samobójstwo w planach na przyszłość
Rozmawiałam z nim dziś do późna. Zażartował ja zwykle, że mnie dziś zabije. Odpowiedziałam mu niby żartem, lepiej ty mnie niż ja sama siebie. Usłyszałam śmiech, jak każdy w ostatnim czasie nie brał moich słów na poważnie. Nikt nie wiedział, że od tygodni o tym rozmyślam. Zaczęłam opowieść o tym, że zrobię to jutro gdy wrócę do domu, że porozmawiam z rodziną na nieważne tematy, pożegnam ich w sobie, pójdę na spacer i już nigdy nie wrócę. Biedny, przytulał mnie myśląc, ze to moja bujna wyobraźnia. Jednak w mojej głowie błądziła jedna myśl, biedny mój, nieświadomy mój, nie wie, ze słucha moich planów. Który to już dzień z kolei nie poszłam do pracy, nie mogąc skupić myśli, które kończyły się zawsze na tym samym. UMRZEĆ. Niby takie proste rozwiązanie, a jakie zarazem ciężkie. Bo ja tak w ogóle to wierząca jestem i podobno za to do piekła bym poszła. Ale czy w to wierzyć powinnam? Poza tym kto wie czy ta wieczność gorsza nie będzie? No i może się ułoży jakoś, kiedyś. Tu się zapożyczę, to sprzedam, tamto zastawię. Tu termin jednej pracy przełożę, tu ktoś pomoże, tam ktoś pomoże. Ale czy jednak nie prościej zasnąć, spokojnie, tabletki ulubionym winem popić. Spać wieki, przecież to lubię. Ale co z nim? :ubić go zaczynam, nawet coś więcej tak myślę teraz, szkoda może z tego piękna przyszłość będzie. I przyjaciele, tak ich chyba nazwać mogę... Czy płakać lub smucić się będą? Tego nie wiem, ale lubię ich kurcze i to mnie hamuje. Tam pewnie będę sama. No i serial nie skończony, a tak bardzo wciągnął. I kota chciałam kupić. Takiego rudego, grubszego- żeby do mnie pasował. Tak teraz myślę, zabić się mogę zawszę, a cofnąć tego nie cofnę. Pierdolę, jeszcze się za życia naśpię.