tej bezimiennej

stoję nad wielką wodą

brzegi jej łączą się z nieboskłonem

a ja wierzę głęboko

że to mały bezmiar wobec mego serca dla cię



patrzę na przepaść bezdenną

nicość pode mną się ściele jak sen

a ja ufam niezmiernie

że to nic wobec mej duszy dla cię



siedzę na zieleni łąki dywanie

miękko mi tu i najprzyjemniej

a ja myślę że nie tak miękko

jak w dolinach dłoni twych przepastnych



wszyscy mówią słów wulkany

wybuchają i gasną jak gniew czy sen

a ja myślę że żadne ze słów tej ziemi

nie zapnie mej wody przepaści zieleni w wulkan



zapnę je w opuszki mych palców na twych brwiach

koliście roztańczonych u progu tych wód bezmiaru

w tej łące która nie zakwitnie już dla nas

a wulkany drzemiące niech śpią

niech śpią

niech śpią

cii...

nie budźmy ich ma bezimienna...
0 0
2 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie