niewzruszenie

wystawiasz rachunki za grzechy ojców
obwiniasz cały świat
za niesprawiedliwość losu
kulisami własnego ja nie chcąc uwierzyć
piszesz niekończący się poemat
o kamieniach bliskości zapachu fiołków
i elegiach pozostawionych na potem

mogłaś być najbliższą rzeką
światłem bezsennością
czasem zamkniętym w okładkę

pustka jedynie dźwięczy pozostała
niczym hymn śpiewany na bezdechu
do dmuchawcy fruwających w cieniu zgryzoty

niech się więc stanie
na poddaszu egzystencjonalnych rozważań
uczę się zbierać myśli w początek
dotykiem ku nowej wiośnie

teraz na zgiętych kolanach
tańczę oberka ostatnich nocy
palę skojarzenia w okruchach księżyca
łapiąc oddech bez dzikiego chciejstwa
zanim jeszcze dni ciemne a płoche
obedrą mnie całkiem ze skóry
w chwili kiedy już wszystko do mnie dotrze

pustki nie widać
za to cholernie boli
3 1
27 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

gizela1 13 lat temu
:):):)~~~~~~~:):):)
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie