Nieśmiertelny

W samym środku godziny,

opada zły strach,

następne nowe narodziny,

zbuntowany kwiat.

Jak feniks z popiołów,

powstaje,chce stać,

podnosić głowe wysoko,

brzmieć jak dziki wiatr.

A miłość w nim płonie,

pali się strach,

usta jego i dłonie,

żyje wszystko na tak.

Ból odszedł,wspomnienie,

mrok przestał się śmiać,

odeszło w cień milczenie,

dziś wolny jak ptak.

Choć wie,

wie nie od dziś,

to mroczne co pękło,

wciąż będzie go gryźć.

A wtedy wykopie,

słowami na tak,

wspomnienia okropne,

ten zgiełk,dziki wrzask.

J tak już bez końca,

przez wszystkie złe dni,

w promieniach ze słońca,

suszyć będzie łzy.
0 0
1 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

1 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie