Do siedmiu liczyć potrafię

Poniedziałek:

(Po przebudzeniu...) Nie działa już optymizm jego początku...

Wtorek:

Wtórny zapis wczoraj z przesłaniem na jutro

Środa:

Środkowy moment jego przemijania - zestresowana bezsenność

Czwartek:

Cztery powracające myśli o bezsensie pozostałych dni...

Piątek:

Cisza wokół o piątej nad ranem - a może to śpiewa ptak?

Sobota:

Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć - szósty - przedostatni liczebnik z tej całości...

Niedziela:

Nie działa magia szczęśliwej siódemki - przespany odpoczynek



I znów...

Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem...

I znów

I wciąż liczę do siedmiu...

Jakby nie było nic dalej!
0 0
1 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

1 online · Michał
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie