Krótka i płytka za dość.
Cicho.
Pusto.
Sucho.
Wartko zrobiony obraz z gliny.
Przecież odejdziemy stąd wszyscy
Nawet ci najbardziej sobie bliscy.
Kalekami uwięzionymi jesteśmy
Rotacje nasze ruchowe ograniczone.
Słowo wyrzekło się idei
Jakże z dawna szanowanej.
Mamy mimo tego szczęście
że prób się po omacku nie chylimy.
Kiedy obiad obfity
Mam w sobie konwikt zbity.
Rozpalone siły natury,
Gotowe zdmuchiwać chmury.
Ku upadkowi chyli się ma wielkość
To jak wyczekiwanie na śmieszność
Więc krzyknę - dość!
Pusto.
Sucho.
Wartko zrobiony obraz z gliny.
Przecież odejdziemy stąd wszyscy
Nawet ci najbardziej sobie bliscy.
Kalekami uwięzionymi jesteśmy
Rotacje nasze ruchowe ograniczone.
Słowo wyrzekło się idei
Jakże z dawna szanowanej.
Mamy mimo tego szczęście
że prób się po omacku nie chylimy.
Kiedy obiad obfity
Mam w sobie konwikt zbity.
Rozpalone siły natury,
Gotowe zdmuchiwać chmury.
Ku upadkowi chyli się ma wielkość
To jak wyczekiwanie na śmieszność
Więc krzyknę - dość!
0
0
2 odsłon