z dołu

O sobie
w wilgoci bagien zatopione krwawe stopy
nieokiełznane ręce w gonitwie za owadami
w nagą czaszkę przygrzewa zimne słońce
deska starej chaty obita myśli gwoździami

oczami kreta w półmroku witając poranek
na dnie ciemnej studni zatopionej wiary
zdrapując paznokcie po kamieniu ku wyjściu
oglądam z dołu naiwnie cyrkowe czary

jak mała turkawka w za ciasnym gnieździe
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie