klęczy
świat wyrywa z jej ciała łzy
z zaropiałymi od marzeń oczami
zaciera krwawiącą skórę włosami
cierniem ściśnięte skronie
przetarte kolana
zmarznięte dłonie
spierzchnięte przeszłością wargi...
zasłoń mi oczy rękami
przybij swą postać gwoździami
wyrwij mi rozum z głowy
potem powiedz że nie jesteś gotowy
pograj naiwną duszą
pobaw się ciałem
tęsknię za tym jak kłamiesz
nienawidzę ci...
za niebem jest przepaść
niebo razi nieskończonością
czarne anioły plamią okulary
skrzydła poharatane złością
za niebem jest przepaść
ni ominąć ni przeskoczyć jej
wpadasz i w ciele czujesz
wbi...
zza żelaznych krat twoją skórą obitych
z żyłami na wierzchu dłubiąc przy kłódce
spod płaszcza wspomnień w pamięci wyrytych
jestem by w drżeniu nóg uciec wkrótce
szur kuli łańcuchem przytwierdzon...
w wilgoci bagien zatopione krwawe stopy
nieokiełznane ręce w gonitwie za owadami
w nagą czaszkę przygrzewa zimne słońce
deska starej chaty obita myśli gwoździami
oczami kreta w półmroku witając...
w gąszczu tnących traw
tak lekko muskających ciała
spotkałam ją w nocy
chyba spała
wśród skrzypiących gałęzi
o wiatr się potknęłam
nad zapachem ciepłej ziemi
raz tylko niebo widziała
herbaci...
patrzę znów gdzieś zza butelki sztuczny śmiech
jak twój papieros wkładany do ust potem pet
przygnieciony wyrzutami sumienia nocy minionej
niewinny taniec kilka ciepłych objęć przed
może mogłabym...
czujesz jak mrożą spadające płatki śniegu?
gdzieś po drugiej stronie śpiewają kruki
kroki coraz cichsze skrzypią złudzeniem
w oczach letnie spadające gwiazdy
wiesz, spadającego śniegu nie uniesi...
przerwana pępowina wspomnień
szum alkoholu w duszy
moment na miękkich nogach
ciepło splątanych ciał
na wpół świadome dotyki
jak migające klatki filmu
przesiąknięta nikotyną pościel
palce wp...
nie porywaj jej tańczącej nago w deszczu
nie kop jej leżącej martwej na podłodze
nie otwieraj drzwi do jej bałaganu
nie skacz przed nią jak pajac na jednej nodze
nie graj na pękniętych strunach...
tak blisko ciebie klęczy na kolanach
w ciszy niepozornej duszno skulona
uwierz że teraz nie myśli o banałach
nie przez ciebie płynie policzkiem łza słona
i włosy po cichu wyrywa z głowy
zastygn...