Palce języków

postaci spowite dźwiękiem saksofonu
niczym płaszczyzną sztalugi kompozytora

mówią do mnie abym wziął pięć
i spoczywam na uniesionych do góry kciukach

jak mógłbym uderzyć sześć dzwonków
gdy jedną mam w gardle łzę muzyki?

zagubiony wśród rzeczy pod ręką
kołysałem taktownie krawatem w groszki

od stóp do łydek pływaliśmy w czerwonej farbie
a wyżej otaczała nas woda

znajdowaliśmy nuty z partytury wieczorem
w zapachu błękitnych kłębów

powracaliśmy do cienkich warstw jazzu
a ziemia chłonęła instrumenty
1
17 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Pieniądz 15 lat temu
A mi się podoba, im więcej metafor, tym więcej rozmyślam nad wierszem...ale to ja;).pzdr.plus jak najbardziej
1 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie