Magenta

Melancholia
świat sugeruje nam
wybić pewien rytm
pewną stałość
toń koloru
ja z toni
walecznie wyzwoli
społecznie uprzemysłowiony
na morzu toń w dal
znajduje się
nie tak blisko serca
możliwość wyspy
naszej, przenajświętszej
zbudujmy własną Irlandię
zbudujmy własną Atlantydę
przed nami
grobowiec wszechświatów
w nim ukryte
to co niejasne i ciemne
toń nieprzeczysta
wznosimy się ułudnie na wietrze
astrale
hołd oddaje tym
którzy nie sprzedali swej skóry zbyt łatwo
rozedrgania atomowego czas nastał
świt przemija
cicho, odbiornik nastaw
Oppenheimer zaczął przemawiać
"Ja stałem się śmiercią,
Niszczycielem światów"
tako rzecze Wisznu
światła jego droga
on to zamienił się
w skrzydlatego ptaka
i dziewięciorękiego swaroga
prawdziwego Boga
to prastara wiara
jak mogliśmy tak o niej zapomnieć
Bóg jest miłosierny, to prawda
lecz Bóg jest
cwany i nienawistny
przeczysty w swej przemocy
bezwzględny i bezduszny
do czeluści piekieł prowadzący
stamtąd będzie sądzić żywych i umarłych
a jego królestwu nie będzie końca
to rzekłem ja, Atos
łachudra i plugawiec nikczemny
z krwi i kości zrodzony
by sędziwego wieku dożyć

gdzie jest mój Limerick?
tam gdzie inne ryby, inne rymy, inne raki
tam jest taki, siaki i owaki
i tego się trzymajmy
1
47 odsłon 4 komentarzy

Komentarze (4)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

leopard 2 2 lata temu
wypierdalay
R
Rockownik 2 lata temu
Widzę, że leoś uprzejmy jak zwykle. Sam do końca nie rozumiem tego wiersza, może ze względu na późną porę. Czy możesz go jakoś przybliżyć, Tomaszu?
gizela1 2 lata temu
.......trzymajmy się tratfy
T
TomaszŚwiatły 2 lata temu
Przepraszam Cię Rockowniku że dopiero teraz, ale ten wiersz jest w gruncie rzeczy o nieśmiertelnym pragnieniu duszy o znalezieniu swojej przystani i pamięci o tym, że zawsze taka przystań może być zniszczona. Pamiętam o śmierci, ale przede wszystkim pamiętam o życiu. Nie jestem nieśmiertelny, a mogę być zmęczony. Staram się. Kłócę się o pamięć. Spotykam się z dziewczyną i wierzę, że jest moją bratnią duszą. Czy można pragnąć czegokolwiek więcej? Tak, pieniędzy żeby móc utrzymać iluzję. A jej się nie da. Więc dokąd zmierzamy? Kim jesteśmy? Nadzy na wietrze, nie potrafimy utrzymać sami naszych iluzji. Więc dokąd dojdziemy? Do mitycznej Atlantydy, nadzy na mróz? Nie, Bóg zniszczy i tą iluzję. I każe Ci modlić się o swoje własne zdrowie. Bo Bóg jest zły i oziębły i niszczycielski. Ale Cię kocha.
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie