kiedy mijasz krzykliwe żurawie
spojrzeniem żegnając przebudzone pola
i czujesz jak wschodem otula cię słońce
jak pryska wypalona niedola
na leśną dróżkę schodząc z pagórka
wchodzisz w spokojny...
nauczyłaś mnie spokoju
dostawiając krzesło do stołu
poczęstowałaś dłońmi
i ciepłymi ustami
zadałaś pytania
które zawsze chciałem usłyszeć
tak dorosłem
zajadając się słowami
teraz czekam kied...
dotknąłem raz
po drugim zniknąłem
trzeci okazał się tym właściwym
czwartego nie pamiętam
piąty raz z rzędu
jest już oczywistym
w brzuchu motylem
szósty na potem
kiedy będzie po wszystkim
a co...
wiele słów do mnie mówisz
a jedno by wystarczyło
te z marginesu myśli
o zapachu włosów
za ręce trzymam oziębłość
zebraną porannym spacerem
przedwiośnia
i przebiśniegi pobielałe zimą
stojąc...
centymetr
to odległość kontynentalna
niepowtarzalność
ukryta na wargach
wiruje
po raz kolejny
w zaplątanych językach
słowa z dotykiem zmieszane
alfabetem
nadają kącikami ust
rozwartość wilg...
pomieszkuje w okolicach spokoju
pokoju
z którego nie wychodzę
na klamce zawieszam
po stronie zewnętrznych emocji
cyrograf
z własnoręcznym podpisem
przez szyjkę butelki dopijam
anty-formę...
nie dużo
dwie łyżeczki na szklankę
a może więcej
worek do beczki
to za mało
jezioro
a w nim lodowiec biały
nadal brakuje
woda oceanów z kryształowymi plażami
nie
o nie cała ziemia
trochę...
ucieknijmy w nasze doliny i góry
na chmury
które trzymamy z ukrycia
niech widzą nas inni
zazdrośni
poukładani
czas zatrzymany
liczy się podwójnie
choć zawsze go mało
w przebywaniu obok siebi...
człowieku kochany
przykładam cię do rany
szczypiesz jak sól
zaciskam zęby
odmienne zdania
i poszanowanie
rzucone przed wieprze
z uśmiechem
mijasz w mieście
czerwone światła
nasze gra...
wchodzisz w wyobraźnię
z resztką topniejącego lodu
nie marzanną
a marzeniem płyniesz przez myśli
mówisz wiosna jest piękna
że krokusy w dłoni soczystym fioletem
ja wolę czerwcowe zachody...
pachniesz jak moment
kiedy kończy się deszcz
a rozkwita słońce
mógłbym
tak patrzeć bez końca
gdyby nie fakt
że pod prysznicem
silniejsze są żądze
zostańmy
we mgle gorącej wody
i mydlmy...
miewam kiepskie dni
wtedy nie słyszę na lewe ucho
mówią do mnie
krzyczą
a ja prawą nogą
kreślę koła na ziemi
taka równowaga
żeby nie upaść
pod naciskiem
rozpoczętych i niedokończonych spraw...
zmienia się bajka w rzeczywistość
zespala
coraz ciężej odróżnić
po której stronie właśnie stoję
mała schizofrenia dojrzewania
w wieku czterdziestu lat
spóźnione poznawanie kobiet
ich ciał i z...
lubię pieszczoty
niewinną zabawę palcami
w miejscach wrażliwych
i czułych
wędrowanie na granicy łaskotek
a podniecenia
to skradanie ustami
delikatnie napinające każdy z nerwów
w stan oczek...
jeśli się kochać
to tylko przy świetle
w obecności nagich ciał
i choć ćma czasem zasłoni powiekę
nie bać się to przelotny cień
w nim można odpocząć
popatrzeć w oczy
porozmawiać
popieścić ra...
mówisz zostań
nieśmiało rozchylając szlafrok
kiedy opadł na podłogę...
rankiem zbudzony uwierzyłem
że chodzenie nocą po niebie
nigdy się nie kończy
a ty spokojnie zapytałaś
czy było...
błądzę po tobie
szukając wszystkiego co nieznane
odkrywam nowe pod każdym rąbkiem ubrania
zrzucasz je
wolno
zbyt wolno wszystko się dzieje
pożądanie szaleje kotłując krew w żyłach
sączą się...
mamy ten sam problem
przebywania
kiedy każde z nas tą samą czuje potrzebę
w końcu któreś się zapomni
choćby specjalnie
i zbyt długo przytrzyma za ręce
tylko czy wtedy wystarczy nocy
by n...
wiesz co najchętniej bym zrobił
kiedy do mnie tak blisko podchodzisz
niby obojętna i beztroska
kiedy muszę zrobić wszystko
by nie dotknąć
a wywołane pragnienie zagłuszyć
opuszczając w dół oczy...
mogła byś czasami
spojrzeć inaczej
z wierzchołka Jakubowej drabiny
na sprawy przyziemne
firanki to nie zasłona przed światem
szczególnie gdy okna otwarte w przestrzeń
zaciągają powietrze
za...