teraz gdy święta sam zostaję
stół nie jest pełny kromka z pasztetową
wolę to niż rozmowę z teściem i teściową
tylko browar ze mną się gości
po kilku łykach mnie rozbiera
jakoś ten czas spędzę...
nie mów już nic
milcz w beznadziei
twoje oczy wszystko powiedziały
coś cię dręczy
zimny dzień zamienia marzenia
depresyjny pejzaż
rozciąga ramiona po horyzont
głoszą że
słońce poja...
cegła po cegle składam życie
by wszystkie spojrzenia skupić w kupie
rozwieszam zmartwienia na sznurkach
schizofrenia przesłania realne spostrzeżenia
widzę świat takim jakim nie jest
w serc...
przesłoniłaś blaskiem słońce tak płonące
jest kilka chwil gorących
dla których warto żyć
łzy radości rozgościły się na policzkach bladych
nie z bólu lecz miłości
nie śpiesz się z namiętnością...
wyganiał mnie zimny
jęzorem zlizywał liście z alei parkowej
układał puzzle z kostek martwych piskląt
tuż przy schodach zawirował
sypnął piaskiem w oczy
teraz gdy mu nie zależy
ucieka cic...
marzenia się spełniają
tak myślałem gdy ją poznałem
uczucie pielęgnowałem w ogrodzie miłości
była tak blisko
czułem jej oddech na policzku
sny zmieszane z włosami układały warkocz
w przestrz...
zamykam usta na klucz
milczenie jest złotem
przyjacielu
przyszedłeś nie wiadomo skąd
nasze sekrety są przepustką
na szerokie horyzonty
jesteś obok moich spostrzeżeń
w rozmowę wplatasz...
nie jestem głuchy na prośby
ból świadomości istnienia
utkwił jak cierń w głowie
uwierają wspomnienia
w duszy piekło
teraz jestem blisko twego ciepła
przynoszę w garści okruchy miłości...
z wierności
konam
padam na kolana przed ołtarzem
nie zostawiam śladów
jak Jezus
maluję rybę na piasku kijem leszczynowym
wierny
zatapiam się w sobie
milczeniem owiec
zabłysnę miłością w błękicie oczu
opuszkami palców będę gładził tęsknoty
pocałunek złożę na policzku nie tak od razu
rozbiegną się myśli po płotach jak koty
rozpuścisz włosy jak kurtyny teatru...
zapłonę kiedyś do ciebie
pękniesz jak balonik ścieżką nieba
łzy osuną się smutkiem po pościeli
ciasno jest w tym pokoju
gdy on przy tobie stoi
nie ma miejsca w sercu
byłem ostoją sumienia...
ukryję cię pod powieką
rzęsy dotkną rzęs uszczelniając cię
nie pozwolę wypłynąć dziką falą
na policzki gładkie szklane
zacisnę w sobie smutny temat
jakim jest walka co dzień
dookoła królu...
jesteś jak z mgła ulotna nieprzewidywalna
próbuję objąć przytulić do piersi
chwycić nie potrafię
pojawiasz się i znikasz
nie widzę nic prócz światło na horyzoncie
chcę tam biec i skosztować c...
podaruję na dłoni uśmiech
szczęścia odrobina wystarczy
nakarmisz nią sny
kochać nie grzech jak szaloną noc
zburzonej jak szampan
cichymi krokami jak zawsze
powoli zbliża się zmierzch...
skojarzyło nas przeznaczenie
pamiętam cię ze snów
śniłem co noc o kobiecie
co w dłoniach niesie szczęście
los postawił nas przed ołtarzem
symbolicznym złotem ozdobił palce serdeczne
jak...
cisza rozprasza myślenie
ludzie biegną jak cienie
ulice zapełnione w chaosie
istnienie dobiega do końca
na szydełku szczęście
haft na obrusie nie ma znaczenia
sięga zenitu temperatura wrz...
tułam się po świecie
toczę żywot ulicami tłocznych miast
zasypiam gdzie odrobina szczęścia
przytula twarz do ciepłych kartonów
idę przed siebie ze spuszczoną głową
karmię gołębie resztkami...
dotknij dłoni nieboszczki matki
jak jabłko nabrzmiałe na jabłoni
słowa łzę uronią policzki słone
pożegnasz się skinieniem głowy
wyniosą w dębowej przykryją jak królową
kwiaty zapachem zmiesza...
ile czekać na Ciebie trzeba
tyle pytań bez odpowiedzi
ambona trzeszczy od boleści
płyną słowa kaznodziei
modlitwy kieruję ku niebu
anioł spokojny z mieczem w dłoni
ostrzy starannie ost...
jeśli chcesz kochaj
jeśli powiesz kocham cię
pod ziemię zapadnę się na kilka chwil
ochłonę
pot obleje skronie
przez łzy radości odpowiem
pięknym słowem by zatkać gęby tym złym
co na języ...