wokół płynie czas
stoję w miejscu jak osikowy kij
w myślach miesza los
kieruję się na dno
miękki grunt wsysa
odmierzam dni
na centymetry
liczę na pomocną dłoń
straciłem wiarę
z...
dotykaj pieść oddechem
wlej miłości z kielicha serca
wzdycham do ciebie
modlitwy płyną słowem
z niebieskich bram
w przestrzeń między nami
uczucia przekażę
w żółtych kopertach
uschła róża...
pieści wiatr
pocałunkami liście drzew
moczy deszcz włosy kobiet
zabieganych
zmęczonych życiem
na szpileczkach dogonić chcą
pracowity dzień
wyprzedzają myśli
wśród zgiełku ulic
beton...
słowa
zwisły w powietrzu
jak pęcherzyki latawce
szara twarz
pokryta łzami jak łuską
pachnie w porcie rybą
jeszcze nie odłowioną
nabrzmiałe purpurowe skrzela
świeży tlen tłoczą worki pławn...
posadziłem drzewo
spłodziłem syna
świat na mnie się wypina
co takiego uczyniłem złego
pytam Boga
który słucha gdzieś daleko
na wysokościach
czas wypełnia puste miejsca
krok do wiecznośc...
widzę cie jak przez szybę
deszcz gra po parapecie
strumienie łańcuszków
kilka kropel kilka łez
dla ciebie
szkiełka okopcone czasem
kolejne zaćmienie w głowie
planety ustawione tak jak
na...
dzień tapetą
wklej w płaty mózgu
słoneczny krajobraz
w oczach park
mieni się zielony świerk
jesion złoci jesienią
szelestem liści uniesiony
biegnę
za senną wizją przyszłości
jes...
szukam
w swoim niebie
sprzątam z półek myśli
czuj się jak u siebie
pościel czysta
jak dusz przejrzysta
strona cienia metafizyczna
troszkę tu pozmieniasz
ma jedyna
twoje miejsce
w...
mam czas
zatrzymam się na chwilę
popatrzę na zieleń sosen
pomyślę w głowie jak kłębie
zerwę jabłko
dam gryza jak poprosisz
mam czas
wskazówkę oszukam
odpłynę w wieczność
zasnę na ki...
na rozkaz przestanę stać
baczność zmieni twarz
w obliczu ojczyzny poznasz kraj
zielonych myśli
wywalczysz wolności smak
słowem nie pięścią
zatkasz karabin różą w lufie
wojna w cyberpr...
słowa ostre tną przestrzeń
między skórą a ciałem
krew strumieniem
wypływa na powierzchnię
ostatni zaczerpnięty oddech
odbija się echem w ciasnym pokoju
łzy moczą stary tapczan
pod
ścia...
na szczycie wiatr porywa pióra
słabe podcięte skrzydła
w oczach strach
skoczę w przepaść
by przepaść
w klatce ściska niewola
serce słabe
bije mniej
życie
w żyły pompuje krew...
z żale żegnam sprawy
czas pokryje biurko warstwą pyłu
wyparuje
atrament zmieni się jak plastydy
z siłą sublimując
biel razi w oczy na papierze
pieką usta od nadziei
pęknięte lustro...
niezbadany labirynt twego serca
wspinam się na miłości dach
próbuję nie mam szans
by lepszym się stać
pamiętam mówiłaś mi
że rozsądnie rozstać się nam
amen
czy to nie cios dla miłośc...
czas zdarzeń
odbiera nam marzenia
brak kilku chwil
by rozłożyć karty losu
nie znasz dnia ani godziny
ulotne myśli zamieniam na odpoczynek
warto się zatrzymać przemilczeć
nie urazić pomyśle...
zbudziliście kwiat miłości
urodziłem się
była zima
padał śnieg
małe płatki
układały moje imię
mały skarb mówiła mama
ojciec zdjął czapkę
pocałowała w policzek
rozgrzany jak węglik...
skąd ten żal
zapomniałem
stoisz bo nie możesz
się położyć
cmentarny klimat
kilka gapiów na grobie kwiaty
ta ruda patrzy
jak kto płacze jak ubrany
opuszczam miejsce ze szlochem
szko...
spotkałem ciebie
na dworcu w Krakowie
spotkałem się nasze dłonie
nic nie mówiłaś
również nie mogłem nic powiedzieć
nasz pociąg
przypadkiem pędził
w tym samym kierunku
jak wspaniale mieć...