kosmate myśli przechylamy na prawo
wierzbami dzieląc
na czworo niczym nóż
przecinający owoc
skórka uszkodzona
można zachłysnąć się smakiem
język pracuje wahadłowo
góra dół
spija mią...
zasadziłem ziarno
nieurodzaj pochłonął
oglądam swoje plecy
ubrudzone wątpliwościami
być czy mieć
odwieczny dylemat powiek
pomiędzy myślą a czynem
są duże wahania
temperatur
trzy słowa
na krzyż rzucone
podchodzą bokiem
pod kruchość źrenic
świdrujesz wzrokiem
od widoku
gór skalistych
mgliste twarze
na posągu
z tatuażem
zdobią skórę
pręgi wiatru
czarne...
popatrzeć chciałem
choć raz z odległości
sufitu
rozmienić drobne
na jeden stały banknot
uczucia
matowy skreślić
całą gamą nowych
kolorów
ostały się jedynie
suche plamy atramentu
łez
porażkami zapełniamy
cień wiatru
szeleszczących wspomnień
słowa klucze
od bram zaryglowanych
jak pieczęć znanego niegdyś autora
z modlitwą zasnąć
wczorajszego poranka
konotacyjnych pomyłe...
nadzieja wystaje jak słoma z buta
dopóki nie nadejdziesz
służyłaś wielu katom
trzymając na postronku szczęście
chciałem dnia spokojnego
bez huraganów potyczek
zeszyty zapisałem wspólnych...
na stołach leżą
kości zastałe
talizmanem śmierci
szelest kar
słowem skargi
gilotyny
łańcuchami spętane
trzy światy
pośrodku tęczy
nóż zdrady
najgrubszą
tkanką organizmu
gryfem być
ptakiem o odważnym sercu
drapieżnikom się nie kłaniać
latać zawsze z podniesioną głową
gryfie pióra
lśnią magiczną otoczką
pewnych rysów twarzy
drogowskazem zostać
tam gdz...
bryła lodu
znowu zima
pokryła mnie na śliskim lodowisku.
łyżwy nie miałem
z łatwością podcięłaś nogi
gdy obróciłem głowę
tyłek boli
dobrze że mam ochraniacze
na intrygi grudnia
symbo...
nie byłem nigdy
więc czym jest świat
gdy papieros człowiekiem
popielniczką materia
nie będę nigdy
bo jak można być
skoro gwiazdy pogasły
w słonecznym uniesieniu
nie jestem
kiedyś myślał...
zamknięty
książka też ma zabezpieczenie
na wypadek wandali
otwarty
chociaż światła nie przepuszcza
szklana kula zamiast oka
słaby
mówiąc cicho
słania się na obolałych palcach
widokie...