nikomu
rymowanka wyrwana z kontekstu
kwestia tego by pojął pan poeta
jeśli cud pojęcia nie jest mu obcy
że skoro panpoetą na etat
nie niedorozwiniętym już chłopcem
i gdy popuszc...
Po tak długich miesiącach
po tak strasznej rozłące —
jakie oczy masz modre,
jakże usta gorące! —
Więc to prawda! — więc jesteś — ? —
— więc dotykam Cię żywą,
istniejącą jak życie
i jak...
unosi się w barowym dymie
nad gwarem głosów
gromadząc pod rzęsami
rozmarzenie
rozsiada jak u siebie
palcem przy palcu kokietując
naciskane powietrze
dla niego przemieniam się
w naczyn...
ta godzina nad ranem
naga oblepiona potem
zwinięte żagle prześcieradeł
palce pełzną po brzegu snów
szarpiąc resztki koszmaru
ta godzina kiedy samotność
zaciska pętle na szyi nocy
a skazaniec...
przeciąganie liny
między prawym a lewym przedsionkiem
węzeł bólu wchodzący raz w jedną
raz w drugą komorę
pulsujący wybór
prędzej pęknie serce
szybciej
od migotania zapłonie
i spopieleje
oderwany
oddychasz inaczej
zostawiając na progu domu
zapach normalności
w drogę wolno zabrać tylko
tęsknotę podchodzącą do gardła
kwaśnym niepokojem
i kołatanie serca
gdzieś w dalekich k...
spadały za horyzont
nieliczne łapaliśmy w dłonie
a wtedy topiły się złotem
brudząc zabawnie sny
perseidy są jak cukierki
z wedlowskiej czekolady
które chowasz na gorsze dni
jak lek na melanch...
powiedzieli
wolność jest obca
przyjedzie w kontygentach
rozłoży się na pustyni
wolność to wiara
krzyczeli drudzy
czas zostawić kości
zakopać na pustyni
między kazaniami
karabinów maszyno...
odmeldowałeś się
z moich ramion
gdzie szepczą Boga
śmierci jedynego
wiejącej od skał
oddechem pustyni
z lękiem głaszczę
domowe pole manewrów
ja też toczę wojnę
zachowaj go Panie
widzisz to takie proste
usiądź zaparzę kawę
widzieć to uwierzyć
usłyszeć jak uderza
filiżanka o stół
poparzyć język na sylabie
ko
chamem nigdy nie będziesz
nie narzucisz mi
białego welonu...
z łzą można tyle zrobić
toczyć po policzku
wycisnąć na biel wzruszenia
oddać za piękno narodzin
posolić odmowę
a moja
uparcie stanęła w gardle
przerażona wyjściem na świat
będąc początki...
kiedy mam usta i piersi
pełne
cętkowanych ogrodów
noc przeciąga się kocio
łasi do twoich ciepłych dłoni
elektryzując z futra
gwiezdny pył
znowu
zarumienił się świt
pręgowana światłem pośc...
przywarujemy
z nosami tuż przy ziemi
wdychając zapach geranium
spoceni jak zwierzęta
od słońca i bliskości
będą nas drażnić
ludzie pozbawieni wstydu
idący za ręce do ołtarza
pod ramię do gro...
tężeję
nie potrzebuję czterech ścian
krew zastyga z błahego powodu
śmierci niewysłanego mejla
ekran na stypie
jak usłużny kelner
serwuje świeży spam
można jeszcze rozrzedzić
-barman pigułk...
Pod dachem, na łące
te chucie palące
w pościeli nurkuję
z kompleksów kuruję
Na głodzie, w oszustwie
z kanapką, przy lufce
za krótko, bo ciało
wciąż więcej by chciało
Uciekasz, zaprzeczas...
płochliwa marzył
już nie ma takich
sarnie spojrzenie
pęciny muśnięte pędzlem
tyle godzin
zapatrzony zamodlony
nasłuchując echa kroków
gdyby tylko mógł
chwilę sam na sam
jak koneser widma...
daj mi coś
coś z goryczy oczekiwania
coś słodkiego z języka
zbuduj z cukru domek
na progu posadź chwast
na płocie siądzie kruk
wianek z pętli obietnic
puszczony po sinej wodzie
daj mi coś...
pojawiasz się raz na jakiś czas
jak pełnia księżyca
burza hormonów
płodna myśl
jesteś centrum kobiecego cyklu
ulepiony z tęsknoty
wycia w głuchą noc
szampańskiego tak
retorycznego nie
raz...
ach, te twoje usta !
moje Kilimandżaro
wspinaczka po pocałunki
te gorące o smaku beaujoalis
te chłodne nad ranem
odgarniam śnieżne zaspy-
wspomnienia o tamtych kobietach
śmierć przez zamarz...