przyrzekam
ani jednego słowa bez znaczenia
lepiej usta zaszyć pocałunkiem
nie można duszy tak zwyczajnie
podawać w blaszanej misce
wtedy dźwięki brzmią fałszywie
rozbijają o zimne krawędzie
d...
zawieszona
w kroplówce typu strong
zatapiam spojrzenie
myśli wtłoczone do butelek
huśtają do snu
niknę
wyczerpana szarpaniną
z błędnikiem
wśród konturów rozmazanych na barze
pucułowate kieli...
udusiłam potrawkę
ze słów wykrzyczanych
niepotrzebnie, na złość
przyrządziłam kość
niezgody, idioto
krzyczysz
nie dramatyzuj
a co ty wiesz o dramacie ?
papierowe gesty i odgrzewane dania...
wrzucona między bajki
o śpiącej królewnie
miałam lśnić na ołtarzu
(gdzie składałeś wyczerpanie
tuż obok surowych banknotów)
jak certyfikat wiecznej miłości
słowa moczone w lukrze
skrzepły...
zapadam się ciężko
nawet w tym stanie jestem
zazdrosna o zapach innej kobiety
pytam natarczywie jak to zrobiłeś
że wolę sen od rzeczywistości
uśmiech jest krzywy a spojrzenie chytre
bawią mo...
zmysły obrodziły
pachną jabłkiem z wiśnią
rozplątujesz moje dłonie
w poszukiwaniu sadów
na okręgu wokół pępka
odnalazłeś drogę kota
za własnym ogonem
mrucząc do zachrypnięcia
wypełniasz ust...
w pokoju mieszkają
dreszcze i setki słów
czułością przesiąknięte
ściany w zacieki z obietnic
westchnienia osiadły na łóżku
drzemią oparte o jęki, które
niechętnie kapią na dywan
słodko i...
Natalia rysuje nocami
pochyla się nad papierem
wyzywającym bielą, czułe
pięknie obłaskawione ramiona
i dłonie
nie potrzebują pieszczoty kochanka
budzą natchnienie
co schwytane w tuszu o...
w światach równoległych
podnoszę dłoń w tym samym geście
skopiowanym w nieskończonym bycie
w sto pierwszym jest on banalny
zanika, w sąsiednim właściwy
wysyła plik informacji
bit
mem
a Bóg baw...
W krainie
gdzie pot spływa po drzewach
a powietrze duszą orchidee
kobiety o ciężkich piersiach
leniwie piastują oczekiwanie
mężczyźni o oczach granatu
brodzą w krwawych wodach
przeznaczenia...
stopniowo przeciskam się
przez ucho igielne normy
szaleństwo ukrywam
na poziomie komórkowym
niechciane dziecko
przekazane w genach
wybucha bez odliczania
by zaraz zastygnąć w pół
jak w burs...
ktoś taki jak ty
mógłby osiąść w ramionach
choć nie wiem czy na długo
bo jesteś tym duchem
od pospiesznych zmian
a ja racjonalnie wrosłam w ziemię
mogłabym nawet nauczyć się gotować
choć jest...
na moich ulicach nad ranem
deszcz zmywa resztki nadziei
dziad z brudną brodą stoi
pochylony mocno zadumaniem
przytula zgrzebnego peta
w moim mieście o piątej rano
odpadły z gzymsów kamienic...
jak zdrajca opuszczam miasto
na wpół uduszone smogiem
odpływam w rozedrganym żarze
skrycie drążąc palcami beczkę
pełną obrazów sprzed lat
otoczona skrętolegle z bożem
błogosławieństwe...
kiedy rozchylasz moje uda
wrogie tykanie zagara
roztrzaskane czerwoną szpilką
bezczas
natchniony ruch bioder
zagłuszę symfonią serca
wszystkie zmiany świata
odbiorco
instynktownie jak zwierzę
obchodzisz moje strefy
systematycznie znacząc
zapachem wpychasz się na
nieswoje terytorium
chciałbyś być jak wilk
a jesteś wścibską hieną
sadystycznie ogr...
dla odwagi kieliszek wódki
albo dwa, na dwie nóżki
(twojej zdrady tak śmiałej
w kupczeniu nagą duszą)
i jeszcze trochę marcepanu
tak na obłożenie ran
nie pomaga już ponaglające
drapanie...
niby nic się nie zmieniło
a przecież z chrzęstem
rozpuszczane drobiny cukru
opadają białą lawiną na dno
szklanki, na prześcieradło spada
z hukiem słona kropla potu
bryzgając fontanną
a
strumie...
wtulona w jej fartuch wzburzony
miękkością łąki, pachnący kuchnią
uczyłam się pierwszych pacierzy
i tego, że Bóg wszystko widzi
musiał widzieć jak z jej ciepłych dłoni
wyfruwają gołąbki w sosie...
impresario moich lepszych chwil
nie waha się zużywać argumentów
zasadź przed domem dziką różę
wypuść z mdlejących dłoni jutro
rozpuść złość w szklance wina
pocałuj na dobranoc dziecko
przysięg...