tatusiu, nie nauczyłeś
chroniąc od złego, że
najgorsza jest samotność
ta lepiąca się piaskiem
w przymusie trwania
córeczka z plastrem
w kształcie miłości
nie umie go już
oderwać, jak uczyłeś...
w górnych partiach
twojego gniewu kochany
panuje jaskrawa biel
poszarpane żleby lodu
syczą strumienie przeprosin:
do szczytu jeszcze daleko
konieczna dekompresja
brakuje mi tlenu
Maria Magdalena nie lubi sukien
szarych jak dni na ulicach Betanii,
zwiędłych spojrzeń i niemych kąsań
żmij wyrabiających chlebny zaczyn.
Maria Magdalena jawnie oddaje
ciało, bluźniąc, mamroczą...
na śniadaniu był jak ptak
skubał okruszyny i zerkał
bokiem, gruchał bez związku
o kaloszach, bogu i słońcu
i tylko swoje skrzydła
wielkie jak bezkresne sny
nie umiał ugłaskać dłońmi
mój anioł...
za twoimi drżącymi ramionami
z walizką bezpodstawnych lęków
bez modlitwy
pójdę jak w dym
desperatka odkrytych żądz
tylko czasem
czasem-głuptasem
opatrzę starte kolana
jesteśmy dziećmi gwiazd
z kamiennego pyłu
wyczarował nas wiatr
Szczurołap zagrał na flecie
powiedli nas diabli-anieli
zaklętych przez zimny ląd
z obietnicą raju na ustach
cicho śledziła nas...
bąbelki musujące we mnie
są zabawką dla piotrusia pana
lubi je przebijać swoim małym
wścibskim jataganem pytań
potem zawija odpowiedzi
w bibułkowy papier i pali
wydmuchując uroczo nosem
jest...