każdej nocy
zaklinam podświadomość
by oddala mi
ten rąbek pamiętania
w którym kiedyś schowałam
twoją pasję
zapach
dotyk
by przestała się boczyć
może zgodzi się
przy setnym hokus-pokus...
kiedy patrzysz
na to moje metr sześćdziesiąt
cała drżę
tak jak drży się tylko czasem
cicho piszczę
bo przeczuwam doskonale
że mnie masz
i okręcasz wokół palca
później czekam
aż zbezcześci...
bądź mi drzazgą w oku
plamami na duszy
wyrwą w życiu
albo dziurą w pamięci
krzykiem w nocy
powodem do rozpaczy
czarną chmurą
co zaćmiewa resztę świata
bądź odciskiem
gorączką nie w porę...
gdzie jest
to nasze kiedyś
szukam go w terminarzu
pomiędzy siódmą i ósmą
wymówką
niedoszłym dotknięciem
nie wiem
chyba przepadło
zgubiło się w rozgardiaszu
nic nie znaczących
zapewnień
chro...
nie rozumiem
czemu właśnie ja
nie mam przecież
tytułów przed nazwiskiem
nie potrafię
segregować myśli
klecić planów
w sensowne baju - bajki
wstyd mi czasem
za moją transparentność
nie do wi...
prawie złapałam
twój oddech
prawie poczułam na sobie
spojrzenie
wyrwane z kontekstu
z tych mimo wszystko treściwych
kiedyś wiedziałam
jak pachniesz
że lubisz przesładzać kawę
czy będziesz...
za dużo mi czasem świata
eksplozji barw
zapachów
dłoni niegodnych dotyku
westchnień
zbyt wiele krzyków
zapałów studzonych porażką
marzeń naiwnie młodych
nadziei na lepsze po gorszym
zbyt wie...
zostańmy przyjaciółmi
tak jak się dzisiaj zostaje
na zawołanie
na plotki
za długie o jedną kawę
czasami na zadzwonienie z problemem
o trzeciej nad ranem
odpowiedź
że chciało się pomóc
ale a...
strzępy pamiętania wypełzają z kątów
gdy uciekam przed zimnem
między wczoraj a jutro
odcięli dopływ ciepła
odłączyli szczęście
bo nie zapłaciłam żadnej raty za wtedy
po raz kolejny piszę odwoła...
nazwij to natręctwem
kiedy siedzę ci w głowie
przypadkiem
nieznośne sny
w kolorze moich oczu
nazywaj pomówieniem
drżenie głosu w słuchawce
zwykłym przeziębieniem
nowe rumieńce
dreszcze
nazwi...
potłukły się pragnienia
na małe kawałki
poraniły opuszki palców
obrzmiałe zbieraniem
otępiale zmywaniem
resztek wspomnień z policzka
drżą
pamiętają
że przegrały
że nie mogą cię mieć
słyszałam
że widujesz czasem nasze słońce
promienne
bajkowe
magiczne
ciągle młode
ponoć żarzy radośnie
gdy trzymasz ją za rękę
powiadają
że szczęście często was odwiedza
nawet pech
sporady...
wybacz
to długie milczenie
tyle mam spraw na głowie
że nie wiedziałaś co ze mną
czy rosnę
czy dorośleję
chciałam ci opowiedzieć
że coraz sprawniej raczkuję
wstaję
co prawda z pomocą
lecz pły...
nie walczę już
z codziennością
niczego nie wskórałam
przepychankami
starciami
złośliwym ciąganiem za włosy
teraz jest cicho
spokojnie
podawszy rękę do zgody
uczymy się siebie od nowa
lepiej...
nie wybuduję pomnika
ze spiżu
ani z marmuru
choć cudze ambicje gnębią
biczują bezbronne myśli
zbuduję kruche latawce
z papierowego ego
wypuszczę
na dziką wolność
w obrębie mojego nieba
nie mów nic
niekochania nie trzeba tłumaczyć
nie zostawiaj mi
wspomnień między meblami
wiesz że nie cierpię gratów
wiec zabierz uśmiechy
buty
łzy zapakuj w koperty
a wyślę je do potrzebujących...
przyfrunęły smutki
deszczem malowane
zerkają znacząco
mokrymi oczyma
nie tulę
nie gilgoczę
nie dziś
może jutro
przyczepię im uśmiechy
poudaję
że piękne
kiedy dusza umiera
nie blednieją niebiosa
nie rozstępuje ziemia
czyściec nie wabi ciszą
jest próżnia
sterylna i zimna
bez łez
powagi
patosu
i strach
jak ciężki paraliż
na nowe życie po śmi...
myślałam że już mogę
bo dowód w kieszeni
pić
choćby duszkiem
błędy
doświadczenia
zaciągać się dumą
by wyglądać doroślej
potrzymać w płucach
nierozsądnie długo
skusiłam się nawet
na kawał e...
kiedy tak leżysz obok
to jest mi piękne
łatwo
i nagle wcale nie straszna
noc warcząca na czarno
nie boję się srogich cieni
o długich łabędzich szyjach
ani poważnej ciemności
wypełzającej spo...